poniedziałek, 14 września 2015

Smarowidło Rolnika



Ten wpis miał już być przed moim wyjazdem ale nie zdążyłam, później tez było za dużo rzeczy na głowie, ale w końcu jest.
Jak wiadomo Pillars to gra która zebrała fundusze na kickstarterze. jedną z rzeczy które można było dostać była książka kucharska ze świata Pillars. Niestety ja jakoś nie dowiedziałam się na czas o akcji i nie udało mi się jej wesprzeć, ale znam gościa który zna gościa, którego koleżanka kupiła bratu swojego chłopaka.... no sami wiecie. Mam książkę ;) Więc dzisiaj mały taki cosik na ząb idealny do śniadania.

Smarowidło Rolnika



Używam tego przepisu cały czas do kanapek. To najprostszy przepis na świecie, z zaledwie trzech składników. Jeśli umiesz zagotować wodę, umiesz zrobić tą pastę.

- 2 duże jajka
- 1 łyżeczka musztardy
- 1 łyżeczka majonezu

Umieść jajka w rondlu i zalej zimną wodą. Przykryj rondel i zagotuj. Jak tylko woda zacznie wrzeć, odstaw rondel z ognia i pozostaw na 13 minut. Wylej wodę i zalej rondel zimną wodą żeby zatrzymać gotowanie jajek. jeżeli potrzebujesz jajek natychmiast, wstaw je do wody z lodem albo odłóż do lodówki na później. Wytrzymają tam tydzień.
jeżeli chcesz sałatkę jajeczną obierz dwa jajka, posiekaj i zmieszaj z musztarda i majonezem. To wszystko. Jeśli chcesz zaostrzyć smak, spróbuj dodać majonezu wasabi (albo dodaj 1 łyżeczkę wasabi do zwykłego majonezu). Albo dodaj jedna łyżeczkę srirachy. Albo dodaj pół łyżeczki wędzonej papryki. Albo pół łyżeczki curry. Wszystkie te dodatki są świetne. Tylko nie dodawaj ich wszystkich na raz. Zaufaj mi.




Jak widzicie ja w swojej wersji dodałam szczypiorku. Oraz soli i pieprzu do smaku. Możecie eksperymentować ze smakami pasty wedle woli.

PS. Zdradzę wam tajemnicę. Tylko ciii.... To jest dokładne ta sama pasta która jedliście za gówniaka na śniadanie. Każda mama umie ją zrobić. Ale nie mówcie o tym twórcom gry.

SMACZNEGO!



niedziela, 9 sierpnia 2015

Pieczeń wieprzowa z Kitaj-Gorodu



Za to obok posągu natknął się na wspaniałe miejsce – prawdziwą restaurację urządzoną w przestronnym, czystym namiocie, w przyjemnym, swojskim, ciemnozielonym kolorze, takim jak u nich na stacji. Wewnątrz, w rogach, były plastikowe atrapy kwiatów z liśćmi z materiału, które nie wiadomo co tu robiły, ale były ładne, oraz parę solidnych stolików, na których stały lampki olejowe wypełniające namiot przytulnym, łagodnym światłem. I jedzenie… Pokarm bogów: najdelikatniejsza wieprzowa pieczeń z grzybami – aż ślinka cieknie, u nich przyrządzano takie potrawy tylko w święta, ale nigdy nie wyglądały tak smakowicie i wykwintnie.
Wokół siedzieli ludzie porządni, szacowni, dobrze i gustownie ubrani, pewnie bogaci kupcy. Starannie kroili kotleciki z usmażoną na chrupko skórką, pływające w gorącym aromatycznym tłuszczu, nieśpiesznie wkładali malutkie kąski do ust i cicho, statecznie rozmawiali, dyskutując o swoich sprawach i z rzadka rzucając na Artema uprzejme, ciekawe spojrzenia.
Było oczywiście drogo: trzeba było wyciągnąć z zapasowego magazynka całe piętnaście naboi i położyć je na szerokiej dłoni karczmarza tłuściocha, a potem żałować, że człowiek poddał się pokusie, ale tak czy owak, w brzuchu było tak przyjemnie, spokojnie i ciepło, że głos rozumu w tej błogości umilkł.

Pieczeń wieprzowa z Kitaj-Gorodu




Czytając a raczej słuchając książki, (albowiem darmowego ebooka dostałam skądś tam, to skorzystałam) to ten przepis wzbudził we mnie myśl "MUST DO IT".  Zastanawiałam się też jakie grzyby będą odpowiednie. Niestety nie jestem entuzjastką grzybów, jadam tylko pieczarki, boczniaki i sporadycznie kurki. Ze względu na luksusowa otoczkę jaka urosła wśród tych ostatnich, to na nie padł wybór.  Zapraszam was więc na pieczeń z Metra 2033.

EDIT: Na śmierć zapomniałam, ale już się poprawiam. Wielkie, wielkie podziękowania dla Łukasza za zorganizowanie całego niejadalnego ekwipunku który widnieje na zdjęciach. Bez niego, nie było by klimatu ;)



Składniki:
Pieczeń - z podanej ilości składników wyszła mi rolada którą pokroiłam na 6 około 1,5 cm kawałków. Starczyło nam na dwa obiady - za 1 razem po jednym plasterku bo byliśmy mało głodni, za 2 razem zjedliśmy po 2 i był to super sycący obiad.
- pół kilo schabu bez kości
- 25 dag kurek
- 1/5 kostki masła
- 2 cebule
- kminek
- jałowiec (najlepiej zmielony)
- sól
 - pieprz
-  pół szklanki bulionu
- 3 liście laurowe
- 4 ziarna ziela angielskiego
- torebka do pieczenia

Mięso porządnie umyj, usuń błonki (no chyba że lubisz, ja mam fizia i zawsze wszystko to białe usuwam bo bleeee) następnie rozkrój go w ten sposób:



i rozbij tłuczkiem, uważając by nie porobić dziur. Najlepiej pod folią czy reklamówką z biedronki ;)


Rozłożony płat natrzyj solą, pieprzem, kminkiem i jałowcem. Ja miałam tylko w kulkach więc rozgniotłam młotkiem jałowiec w woreczku.  Zawiń mięso tak jak było rozkrojone i wstaw do lodówki na min. pół godziny.



Kurki umyj i pokrój na drobno. Tak samo cebulę. Na patelni rozpuść masło i wrzuć grzyby. Kiedy puszczą soki dorzuć cebulę i duś wszytko na małym ogniu pod przykryciem aż wszytko będzie mięciutkie i aromatyczne.


Wyjmij mięso, rozwiń i jeśli używałaś/eś rozgniecionego jałowca, usuń co większe kawałki. Na mięso nakładaj kurki z cebulką cienką warstwą ale tak, żeby zakryć cała powierzchnię. UWAGA! Nie używamy tu całej mieszaniny grzybowo-cebulowej, mi zeszło jakoś 1/3. resztę wykorzystamy do boskiego sosu!



Mięso z farszem zawiń, tak samo jak było rozkrajane. Możesz teraz obwiązać nitką biała albo jak w moim wypadku użyć wykałaczek, chyba, że masz jeszcze jakiś inny sposób. Roladę włóż do torebki, wlej tam bulion, dodaj listy laurowe i ziele angielskie. Zawiąż worek, zrób w nim kilka dziurek (zgodnie z instrukcją) i włóż do piekarnika. Piecz około 1,5 godziny aż mięsko ładnie się zarumieni z wierzchu.




A tymczasem sos:
- pozostała masa kurkowo-cebulowa
- opakowanie śmietanki 18% do zup i sosów - takiej w kartoniku! Koniecznie! Taka śmietanka ma łagodny smak i się nie zważy!
- sól
- pieprz cytrynowy

Wszytko jest nad wyraz banalne. Do grzybów wlej śmietankę, niech gotuje się to na małym ogniu. Dodawaj do smaku sól i pieprz cytrynowy. Ja dałam go chyba ze 2 łyżki bo jest wspaniały i bardzo pasuje. Zgaś ogień i wszytko porządnie zblenduj. Ma powstać gęsta kremowa i cudownie aromatyczna masa.  Sos gotowy.




Kiedy pieczeń będzie gotowa, wyjmij ją ostrożnie z torebki, najlepiej dwiema łyżkami lub czymś takim coby się nie poparzyć.  Jak troszku ostygnie pokrój na odpowiadające ci wielkością plastry.  Mięso polecam odgrzewać osobno, podsmażać na patelni, a nie gotować razem z sosem. Ja popełniłam ten błąd przy drugim obiedzie i sos się troszku poprzypalał na patelni a mięso było zimne.

U mnie pieczeń podałam z puree z ziemniaków (masło i mleko) i cukinią w occie domowej roboty mojej siostry. Pasuje idealnie! Ale możecie też użyć ogórka kiszonego ;)



I co, myślicie że jest warta 15 kulek? ;)

P.S. No i muszę się oczywiście pochwalić :P





niedziela, 2 sierpnia 2015

ROBOT UNICORN CUPCAKES!



Wczoraj oglądałam Magiel Towarzyski z Udziałem Tomka Tomczyka vel Kominek vel JasonHunt, w którym padły słowa odnośnie błędów, które robią początkujący blogerzy. Mianowicie ZA MAŁO PISZĄ. Dało mi to kopa by w końcu napisać kolejną notkę. Co prawda uważam, ze blogerzy kulinarni akurat nie mogą sobie pozwolić na nie wiadomo ile postów tygodniowo, chyba że pracują jako kucharze albo drób domowy i mają na to czas. Prowadzenie bloga o takiej tematyce nie tylko sprowadza się do ugotowania potrawy - na co też potrzeba czasu - ale także zrobienie jak najlepszych zdjęć, czyli ustawienie całego tła, dobranie dodatków, ustawienie wszystkiego ładnie, cykanie zdjęć, obróbka w programie graficznym i wreszcie napisanie samego posta... ufff....
W moim przypadku dochodzą przygotowania do ślubu, zakończona przeprowadzka i kilka innych rzeczy. Ale udało nam się w końcu wypakować, mam śliczna jasną kuchnię, która aż się prosi żeby w niej przesiadywać, więc jest w końcu notka i to obiecana od dłuższego czasu.


ROBOT UNICORN CUPCAKES


Grałam w piątek. Mój najlepszy wynik (sic!)
pochwalcie się swoimi!


Na stronie facebooka pokazywałam mój tęczowy tort z Któryś-Tam-Kiedyś-Tam-Dawno-Temu-Urodzin. Na jego wspomnienie krew mnie zalewa, bo robiło się go masakrycznie długo. Każdy blat trzeba było upiec osobno i jak dobrze pamiętam to jeszcze szwagier pomagał mi ładnie nałożyć krem bo w ogóle mi to nie wychodziło. Więc teraz prostsza i równie pyszna wersja. Tęczowe babeczki inspirowane grą Robot Unicorn Attack.



Składniki na ciasto (12 muffinek):
Suche:
- 2 szklanki mąki (ok 360g)
- 1/2 szklanki cukru ALE w tej zawartości maja się znaleźć dwa opakowania cukru wanilinowego.
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
mokre:
- 1 szklanka mleka
- pół roztopionej kostki masła (najlepiej takiego 82% tłuszczu)
- 2 jajka
- ok. 5 kropel aromatu cytrynowego albo łyżeczka soku z cytryny
dodatkowo:
-Barwniki spożywcze, ile tylko chcesz, ja akurat mam 4, możesz użyć też kakao albo malej ilości zmiksowanych owoców




Piekarnik nastaw na 180 stopni. Po co masz później czekać? ;)
W osobnych miskach wymieszaj dobrze składniki. Nie chcę już cytować Food Emperor'a ale... przesiej mąkę... serio. Najlepiej od razu z proszkiem do pieczenia. Wlej mokre składniki do suchych i dobrze wymieszaj, najlepiej drewnianą łyżką. I absolutnie nie przejmuj się grudkami.  Teraz ciasto trzeba podzielić na tyle części ile chcesz użyć barwników spożywczych. U mnie całkowita masa wyszła 1073 gram więc dzieliłam na około 270 gram przy czym radzę jednak trochę mniej, bo przy każdym przekładaniu ciasta z miski do miski i do foremki zawsze trochę nam go ubędzie. Mnie i tak na ostatnią warstwę zostało o wiele mniej niż na wcześniejsze. :(
Do każdej porcji dodaj tyle barwnika, żebyś była/był zadowolony z koloru. Dodawaj po trochu, mieszaj i ewentualnie dodawaj znowu.
Teraz ciasto trzeba już tylko wlewać do formy na muffinki. Ja dodatkowo użyłam papilotek ponieważ bez nich kolor na brzegach byłby przypalony i nieładny, a to w końcu o efekt koloru nam tu się rozchodzi! Nakładajcie ciasto łyżeczką - jedna lekko czubata łyżeczka na formę powinna starczyć. Nadmiar ciasta rozdysponuj tak, żeby było mniej więcej po równo wszędzie. Układaj kolory jak Ci się podoba, jednak im bardziej trzymasz się układu tęczy tym lepszy efekt. Ciasto jest dosyć ciężkie i przy nakładaniu kolejnych warstw "wbiją się" one w środek wypierając kolor niżej trochę na boki.  
Jeśli ktoś ma czas może się bawić z równomiernym rozlewaniem ciasta. W sumie nie wiem co wtedy z tego wyjdzie :D



I muffinki do piekarnika na 20 minut!



Czas na krem:
- 150-200ml śmietanki 30-36% (ja użyłam 200 i krem był bardzo lekki; jeśli wolicie gęsty i sztywny użyjcie mniej śmietanki)
- 50g cukru pudru
- opakowanie serka mascarpone
Proste jak mechanika kwantowa. Ubij śmietankę na sztywno, ale tak naprawdę sztywno (tylko masła nie zrób!*), dodaj cukier puder i mascarpone i ponownie zmiksuj coby sie dobrze wymieszało. I do lodówki.
Kiedy muffinki juz będą gotowe, odstaw je do wystygnięcia. Jak już muffinki nie będą gorące a krem w lodówce ochłonie, nałóż go do szprycy i ozdób muffinki.




Polecam krem udekorować jakimiś posypkami. Im bardziej kolorowe, tym "żyg tęczą" znajomych na ich widok będzie efektywniejszy.
SMACZNEGO!





*Anegdotka z dnia dzisiejszego. nie miałam miksera. Zaczęliśmy pierwszą śmietankę ubijać ręcznie trzepaczką, na zmianę z Nerdem podczas grania w Mage Knight. Nagle Nerd krzyczy "CZEMU TU SIĘ WODA Z TEGO LEJE?", ja pacze i nie wierzę. Za długo było ubijane i oczom naszym ukazały sie piękne grudki zapowiadające masełko. Ręce opadły, łzy pociekły to tyłki w troki wzięliśmy i szuuu do Kauflanda kupić w końcu mikser. I dwa opakowania śmietanki. I całe szczęście że dwa, bo nie wiem co mnie podkusiło do kolejnej śmietanki gdzieś w połowie ubijania wsypałam cukier. nie wiem. naprawdę. Nie pytajcie. Zaćmienie. Mam teraz słodki krem ze śmietanki.. chyba jako polewa do lodów...


piątek, 19 czerwca 2015

Krewetki z Tarsis



Porcja na 3-4 osoby.
- Tak się kończy zawierzanie mapie kenderów - Flint , w Tartis

Kolejny przepis który uważam za mega zabawny. Zastąpienie krewetek mięsem z indyka... no cóż :D Aby nadać nadmorskiego charakteru potrawie użyłam tagliatelle szpinakowego. No bo taki zielony i długi, to prawie jak jakieś glony. niestety nie pamiętam firmy od makaronu ale było to zdecydowanie najlepsze tagliatelle jakie jadłam. Rewelacyjna konsystencja. 
Swoją drogą, zawsze kiedy robiłam jakieś gulaszo-podobne potrawy, samo nasuwało się, żeby podać z ryżem, kaszą czy ziemniakami. ta potrawa przekonała mnie, ze z makaronem też może być rewelacja. Choć w sumie w wielu restauracjach podają kurczaka w sosie z makaronem... chyba...
Co do samego smaku potrawy: podczas całej mojej przygody z gotowaniem, zawsze szkoda mi było pieniędzy na wino... bo w końcu można je wypić OMNOMNOM to po co tak marnować. Ale w jakim ja byłam błędzie! po raz pierwszy z gotowaniem na winie spotkałam się u mojej przyjaciółki. Nałogowo robiła spaghetti bolognese na czerwonym winie wytrawnym. Niesamowicie mi smakowało. Tak samo tutaj. Białe wino nadaje niepowtarzalnego charakteru sosowi i samemu mięsu. Warto się wykosztować :)

Przepis pochodzi z Leaves From the Inn of the Last Home.



Po Katakliźmie, port w Tarsis stracił dostęp do morza w związku z czym wiele z tradycyjnych przepisów uległo zmianom. Krewetki z Tarsis są specjalności Gospody pod Czerwonym Smokiem.

-  pół kilo piersi z indyka
- 1 posiekana szalotka
- 1 łyżki mąki
- 1 łyżeczka koperku
- 5 łyżeczek masła
- 3/4 szklanki wytrawnego  białego wina
- 1 1/2 szklanki mleka
- 3 szklanki ugotowanych klusek

Pierś z indyka pokrój na  medaliony o szerokości około 2,5cm i pół centymetrowej grubości.  Podstamaz je na 2 łyzkach masła  na średnim ogniu do czasu az mięso zbieleje i nie pozostanie zadnen slad różowizny. Dodaj wino i szalotkę. Duś przez 3 minuty.
No osobnej patelni rozpuść pozostałe 3 łyżki masła i zmieszaj z mąką. Zagotuj mleko; zdejmij z ognia i szybko wlej do zasmażki. Mieszaj raźnie trzepaczką do czasu aż sos zgęstnieje i stanie się kremowy. Dodaj powstały sos oraz koperek do indyka i gotuj około pięć minut na małym ogniu ciągle mieszając.

Podawaj na posłaniu z klusek. 

sobota, 30 maja 2015

Tarta Margaery Tyrell



Tarta robiona na urodziny przyjaciela, w ostatniej chwili właściwie zdecydowałam się na nią. Musze więc przeprosić za brak dekoracji na zdjęciach, nie miałam się kiedy przygotować a tarte wyciągnęłam z piekarnika na godzinę przed wyjściem z domu. ;)



Przepisy na taką tartę krążą po internecie od dawna. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, od razu pomyślałam o Margaery Tyrell. To idealna słodkość dla Królowej Róż. Sansa miała swoje cytrynowe ciasteczka, a Margaery powinna mieć ciasto lekkie i wykwintne, coś w sobie skrywające.
Właśnie dlatego moja tarta jest inna niż te, które możecie znaleźć na Internecie. Skrywa w sobie słodkie truskawki, słoneczne cytryny, słonawy ser ricotta i słodko-kwaśne jabłka. A to wszystko na wyjątkowo kruchym spodzie.



CIASTO:
Zawsze miałam problemy z ciastem na tartę. A to nie miałam grochu lub czegoś do wyłożenia ciasta, a to coś szło nie tak bo na przykład opadły brzegi i w rezultacie wyszedł średnio kruchy placek.
Aż natknęłam się na bloga Facet z Nożem. Jego przepis na tartę jest po prostu idealny. Przy czym dokładnie wyjaśnia co, jak i dlaczego. U mnie w wersji słodkiej.

  • 250g mąki pszennej
  • 125g zimnego masła 82%
  • 2 żółtka
  • szczypta soli
  • 50g cukru
  • 2 łyżki lodowatej wody
  • odrobina masła do wysmarowania formy


Jak nakazuje Facet:
Do miski (albo, jeżeli posiadasz, do malaksera, ja niestety nie, więc wszystko robię zwykłym mikserem) wsyp PRZESIANĄ mąkę. Masło pokrój w kostkę, nie dotykając go przy tym rękami, oczywiście w miarę możliwości. Dodaj żółtka, sól i cukier. Wszystko miksuj pulsacyjnie, do powstania mokrego piasku. Nie przestając miksować dodaj lodowatą wodę. Ciasto w pewnym momencie "zaskoczy" - i z mokrego piasku zmieni się w zgrabną gomułkę (albo kilka mniejszych - wyłóż je wtedy na deskę i szybko zagnieć).

Ciasto zawiń w folie spożywczą albo aluminiowa i włóż do lodówki na godzinę.

W międzyczasie rozgrzej piekarnik do 200 stopni. Stolnicę/blat podsyp mąką i rozwałkuj na niej ciasto na mniej więcej średnice Twojej formy do tarty. Za pomocą wałka przenieś ciasto do formy. Najlepiej docisnąć ciasto do formy za pomocą widelca, łyżki, czy co tam masz akurat pod ręką (przyznam się, że ja ostatnio po prostu ciasto rozgniotłam łapami na formie i wrzuciłam jeszcze do lodówki, żeby z powrotem ostygło to, co od ciepła dłoni się nagrzało.
Następnie weź widelec i ponakłuwaj porządnie ciasto - ja nakłuwam zarówno spód jak i boki. Jak tłumaczy Facet, dzięki temu powietrze będzie miało ujście i ciasto nie podniesie się, ani nie wykona innych dziwnych akrobacji.
Włóż tartę do piekarnika na 10-15 minut aż się delikatnie zarumieni, czyli na blond.
Wyjmij i odstaw do wystygnięcia.



NADZIENIE:
  • 3 kopiaste łyżki dżemu truskawkowego
  • opakowanie serka ricotta 250g
  • 2 żółtka
  • 4 białka (używamy tych dwóch pozostałych z ciasta)
  • sok z cytryny
  • aromat cytrynowy
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 3-4 jabłka słodko-kwaśne

Ustaw piekarnik na 180 stopni. Niech się nagrzewa.
Piec będziemy według schematu góra-dół, ale możemy włączyć również termoobieg, szybciej się wtedy nagrzeje.

Żółtka ubij z cukrem aż masa zbieleje. Dodaj serek, mąkę, sok z cytryny (ja dałam jednego "squeeza" :D) i kilka kropli aromatu. Wszytko porządnie zmiksuj. Białka w osobnej misce ubij na sztywno i delikatnie dodaj do masy serowej, najlepiej drewnianą łyżką. Wymieszaj wszytko do jednolitej konsystencji.

Wystudzoną tartę posmaruj 2 łyżkami dżemu truskawkowego (szczerze mówiąc, to możecie na spód dać nawet trzy, wtedy będzie wyrazistszy posmak). Delikatnie nałóż masę serową i wygładź.

Skrobaczką do jarzyn obieraj jabłka, wycinając długie tasiemki. Jest z tym sporo roboty, ale warto. Używaj zarówno skórek jak i pasemek z miąższu. Takie paseczki jabłek zwijaj w ruloniki na kształt róży, czasami starczy jeden dłuższy, czasami trzeba ich zwinąć kilka. Róże delikatnie osadzaj w masie serowej (ja nie miałam czasu ani cierpliwości, żeby zdobić różami cała tartę tak, by nie było prześwitów masy, ale jeżeli Ty masz na to czas i chęć, to śmiało, nie krępuj się. :)



W szklance mieszamy jedną łyżkę dżemu z sokiem z cytryny i porządnie mieszamy. Soku powinno być całkiem sporo, ok 3- 4 łyżki, a powstała masa ma być lejąca. Za pomocą pędzelka smarujemy glazurą jabłkowe róże i skrapiamy masę serową.
Tartę wkładamy do piekarnika na około 40 minut. Wystarczy sprawdzić patyczkiem/nożem czy masa serowa się ścięła i nie jest mokra.

OMNOMNOMNOM!


poniedziałek, 18 maja 2015

Owocowo-serowa sałatka Silvanesti



Tropikalny charakter  wielu składników sałatki pozwala przypuszczać, ze pochodzi ona z Istar, głównego portu kupieckie sprzed Kataklizmu . Elfi klerycy przedstawili owe owoce swoim krewniakom w Silvanesti . Dostrojone do swojej  krainy elfy potrafiły kształtować  ją za pomocą magii i wkrótce nauczyły się jak hodować te obce owoce mimo o wiele chłodniejszego klimatu. Danie to uważane jest za wielki delikates.

U mnie modyfikacja taka, że czereśni to ja teraz nie znajdę a jeśli to nie w cenie pozwalającej na ich zakup, więc w Lidlu kupiłam mieszankę owoców, do tego pomarańcze i kiwi.
Serka użyłam mascarpone bo uwielbiam Emotikon colonthree
Pyszna, lekka sałatka idealna na śniadanie albo deser... albo żeby nią nadziać naleśniki :>
Przepis pochodzi z Leaves From the Inn of the Last Home.



-  szklanka świeżego ananasa pokrojonego w kostkę lub jedna puszka odsączona z syropu
- duże bezpestkowe pomarańczę
- ok 20 czarnych bądź czerwonych winogron
- ok 20 zielonych lub białych winogron
- 1 kiwi
- 15-20 czereśni przekrojonych na pół
- 1 gruszka pocięta na małe kawałki
- 1 świeża cytryna, bądź 2 łyżki soku cytrynowego
- 1 i czubata łyżka kremowego serka (np. Philadelphia)



Każdy kawałek pomarańczy pokrój na 3 części. Winogrona przekrój na pół. W misce zmieszaj ananasa, pomarańcze, winogrona z 1 Łyżką soku z cytryny tak, by sok pokrył wszystkie owoce.
Pozostałą cześć soku zmieszaj z serkiem i dodaj do reszty owoców. Wymieszaj tak, by serek wszytko porządnie pokrył.
kiwi pokrój na kawałki, którymi ozdobisz brzegi sałatki.

Włóż wszytko do lodówki na minimum 2 godziny by smaki się ze sobą zmieszały. podawaj schłodzone.


środa, 6 maja 2015

Kura po gnomiemu



Dosłowne tłumaczenie z "Wielkiej Księgi Jak Gotować Po Gnomiemu Nie Wysadzając Przy Tym Swojego Domu" Corkitrona Mericandoralifa.  Tłumaczona przez Jeffa Grubba. ( A teraz jeszcze przeze mnie.)

Czytając przepis, oprócz tego że miałam mnóstwo zabawy, także przy tłumaczeniu, to miałam również wątpliwości. jak będzie smakować pierś z kurczaka, której nie smarujemy żadnymi przyprawami? Okazuje się że ziołowo-chrupka panierka jest tak aromatyczna jak jeszcze nic w czym wcześniej robiłam kurczaka. piersi tak robione w piekarniku wychodzą jednak dosyć suche, więc jeśli ktoś woli można delikatnie smażyć na patelni. Przepis pochodzi z Leaves From the Inn of the Last Home.




Potrzebujesz kurczaka i bułki tartej i Innych Rzeczy,  12 do 18 części kurczaka, by być dokładnym, jednakże indyk, kruk, wrona, orzeł, jastrząb, żądlak  lub inny latający ptak nadadzą się równie dobrze. Olbrzymie wersję tych stworzeń takie jak Ptaki Roki,  mogą być użyte przy większych spotkaniach rodzinnych, jedynie musisz pomnożyć wszystkie potrzebne składniki razy 100, czy coś koło tego. Kokatryksy (kuroliszki) mimo odpowiedniego rozmiaru nie są zbyt smaczne i ciążą na żołądku.
Tak czy siak, dwie szklanki okruszków będą wymagane, mogą być z białego chleba, pełnoziarnistego albo z Solamnijskich sucharów. Jeśli używasz tych ostatnich namocz je przez 10 do 20 dni  by ktos nie posiadający tytanicznej siły mógł je rozkruszyć. Chleb przechowywany w papierowej torbie około tygodnia będzie najlepszy, w szczególności  piętki o których wszyscy mówią, ze sa najzdrowsze, ale i tak nikt ich nie je.

Rozkruszaj chleb po kilka kawałków na raz w plastikowej torbie za pomocą wałka, kija baseballowego albo maczugi. Unikaj kładzenia torby na szklanym blacie, czystym krysztale czy innej powierzchni która łatwo zbić.

Chleb można także pokruszyć kładąc torbę na drodze, po której poruszają się potężne pokazdy jak na przykład Juggernaut. jednakże, ten kto chce tego dokonać, musi uważać, by nie zostać zmiażdżonym przez Juggernauta. Przywiązanie się kawałkiem wytrzymałej i elastycznej liny  do najbliższej latarni pozwoli ci umieścić torbę przed Juggernautem i natychmiast uskoczyć mu sprzed drogi minimalizując ryzyko przerobienia na okruszki Ciebie.



(W tym miejscu tłumaczenie zagłębia się w szczegóły konstruowania uprzęży oraz procy wystarczająco elastycznej by pozwolić kucharzowi podbiec, umieścić chleb przed juggernautem i zostać odciągniętym w bezpieczne miejsce, przechodząc w konstrukcje labiryntu który mógłby utrzymać  juggernauta i w końcu konstrukcji samego juggernauta - napędzanego parą tworu, który nie posiada absolutnie żadnych możliwości zawracania. Za każdym razem kiedy ktokolwiek wypróbowuje tę metodę, juggernaut kończył wpadając do morza ponieważ nie było sposobu by go zatrzymać. Ci z kucharzy, którzy nie mieli dostępu do juggernauta bądź wybrzeża do dyspozycji, pozostaje metoda maczugi, lub po prostu można kupić 2 szklanki okruszków)

Inne Rzeczy  polegają na znalezieniu różnorodnych odmian dzikich ziół. Najlepszym miejscem na znalezienie tych składników są sakiewki na magiczne komponenty czarodziei i innych zaklinaczy. Tacy osobnicy są bardzo drażliwi na punkcie osób grzebiących w ich rzeczach, więc musisz skonstruować urządzenie pozwalające zabrać sakiewkę bez zwracania uwagi właściciela.
Przyczep duży nóż lub sztylet do wysięgnika. Udaj się do tawerny uczęszczanej przez magików, przykucnij w ciemnym kącie, sięgnij przedłużanym nożem i odetnij sakiewkę z komponentami. Uważaj by się nie ujawnić, nie dźgnąć kogoś przez przypadek (warto wcześniej poćwiczyć) bądź nie przewrócić kelnerki przy pomocy urządzenia. Po odcięciu sakiewki użyj drugiego wysięgnika (który powinieneś wcześniej zbudować)by złapać i przyciągnąć do siebie sakiewkę. Wyszukaj w sakiewce potrzebne materiały i oddaj ja magowi, który będzie tak uszczęśliwiony odzyskaniem jej, że nie zastanowi się nawet skąd się u ciebie wzięła.
ALBO, udaj się do dziczy by zebrać zioła; to niebezpieczne zadanie wymagające zebrania przynajmniej 5 do 10 śmiałków władających mieczem bądź magią w celu ochronienia cię przed co groźniejszymi aspektami podróży w dziczy. Uwzględnij w przepisie dodatkowe porcje ponieważ jest w złym tonie prosić ludzi by nastawiali karku dla jakiejś papryki i nie zaprosić ich potem na obiad.

ALBO, możesz poszukać ziół w sklepach zielarskich i alchemicznych. Jeżeli posiadasz pieniądze zalecane jest odwiedzanie takich sklepów w dzień.  odradza się wyprawy nocne mające na celu zaoszczędzenie pieniędzy z powodu komplikacji prawnych oraz temperamentów potężnych zielarzy i alchemików, którzy nie przepadają za włamywaczami.

- 2 łyżeczki płatków pietruszki (inne płatki takie jak płatki śniegu czy płatki mydlane nie posiadają odpowiedniego  smaku)
- 1 łyżeczka słodkiej papryki
- 1 łyżeczka listków oregano (ponownie, inne listki mogą być użyte, takie jak dębowe, klonowe, ale nie są zalecane )
- 1 łyżeczka listków bazylii (patrz opis oregano)
- 1 Łyżeczka majeranku
- 1 łyżeczka tymianku
- 1 łyżeczka szałwii (rośliny nie osoby, o różnicy przekonaliby się twoi goście * ground sage - szałwia/ mędrzec)
- 1 łyżeczka listków rozmarynu (żart o liściach pietruszki, oregano, Bazyli, i rozmarynu jest bardzo stary, wiec przestań zanudzać nim  wszystkich)
- 1 łyżeczka soli
- 1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
= 1/8 łyżeczki ostrej papryki (możesz użyć pieprzu cayenne, ale nie używaj czarnego pieprzu pomalowanego na czerwono  chyba że planujesz podanie pierwszej pomocy albo deseru. (red pepper - czerwony pieprz/ostra papryka))



Wymieszaj zioła i okruszki w betoniarce, misce czy innym pasującym urządzeniu. Zamocz kawałki kurczaka w wodzie albo mleku. Otrząśnij z nadmiaru płynu. Wszystkie kawałki obtocz w mieszance ziół i chleba. Jeżeli używasz betoniarki, po prostu wrzuć ptactwo do środka i pozwól mu się pookręcać przez chwilę.
Umieść  kawałki mięsa w natłuszczonym naczyniu. Piecz  w 180 stopniach przez około 30 - 35 minut do czasu aż mięso zmięknie. Czas pieczenia ptactwa innego niż kurczak może się znacznie różnić. Największych rozmiarów rocki potrafią pic się 10 do 15 dni bez przerwy.

Podawaj ciepłe i nigdy nie zdradzaj swoim gościom skąd wytrzasnąłeś  przepis. Zwykli ludzie traktują gnomią kuchnię na równi z  trucizną węży...


Można podawać z Ziemniakami z Palanthas!
Smacznego!