sobota, 30 stycznia 2016

Ciasteczka Solinari i Lunitari



Przepis na ciasteczka Czarnego Księżyca był pierwszym na tym blogu. Już kiedyś zdarzyło mi się zrobić Białe, ale znikły tak szybko, że nie zdążyłam ich sfotografować. jako że zbliżała się nam sesja DnD (która przekształciła się w wyniku zbiegów okoliczności (na pewno przez kogoś zaplanowanych) w sesje Warhammera), postanowiłam zrobić wszystkie trzy rodzaje ciastek. Nigdy więcej. Moja kuchnia długo nie mogła dojść do siebie po 2 dniach pieczenia. Mój Nerd, który musiał ją sprzątać również. 
Także nie ma co tu długo gadać. Bierzta się za pieczenie (ale po jednych na raz polecam).

P.S. Eksperymentalnie zdjęcia robione telefonem, a przy okazji trochę zabawy z fotophotoshopem  i Akcjami.

Przepis pochodzi z Leaves From the Inn of the Last Home.


Ta tradycja bez wątpienia wywodzi się z dni, kiedy czarodzieje oddawali część księżycom, z których czerpali swoją moc. Noc Oka ma miejsce kiedy wszystkie trzy księżyce równają się ze sobą tworząc na niebie obraz wielkiego oka .
Według starożytnej legendy , w tą właśnie noc czarodzieje chodzili od drzwi do drzwi oferując drobne  usługi magiczne bez zapłaty. W zamian otrzymywali jedzenie i drobne podarunki. Kiedy przed Kataklizmem reputacja czarodziei się pogorszyła, ten zwyczaj zanikł.
W tych dniach to dzieci chodzą od drzwi do drzwi udając czarodziei i wykonując rożne sztuczki. W zamian otrzymują takie ciastka.


Ciasteczka Solinari (Biały Księżyc)
ok 36 sztuk

- 2 i 1/4 szklanki mąki
- 1 kostka masła
- 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 szklanki cukru



Przesiej mąkę z proszkiem do pieczenia. Utrzyj masło z cukrem. Powoli dodawaj mąkę z proszkiem do pieczenia, cały czas mieszając (najlepiej użyj miksera) do gładkości. W wyjątkowo ciepłe dni możesz potrzebować więcej mąki  by ciasto miało właściwą strukturę.
Rozwałkuj ciasto na  1 cm grubości. Wykrajaj krążki ok 5 cm średnicy. 
Ciastka ułóż na blaszce w odległości około 4 cm od siebie. 
Wierzch ciastek ponacinaj nożem we wzór kratki. uważaj, żeby nie przeciąć całkowicie ciasta.
Piekarnik rozgrzej do 160 stopni. Ciasteczka piecz ok 15-18 minut aż delikatnie zbrązowieją na brzegach. Ciasteczka powinny pozostać białe na środku. Wystudź na kratce.



Ciasteczka Lunitari (Czerwony Księżyc)
ok 36 sztuk

Ciasto:
- 3 szklanki mąki
- 1 szklanka cukru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka soli
-  1/4 szklanki zarodków pszennych 
- 3/4 kostki masła lub margaryny
- 2 jajka
- 3/4 szklanki maślanki albo zsiadłego mleka
- 1 łyżeczka wanilii
- 1 łyżeczka startej skorki z pomarańczy (opcionalnie)

Wierzch:
2 łyżeczki cukru zmieszanego z pół łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki mleka



Wszystkie mokre składniki ciasta wymieszaj razem. Dodaj posiekaj z mąką. Dodaj skórkę z pomarańczy (opcjonalnie). Dodaj jajka i maślankę i zagnieć aż ciasto będzie miękkie i klejące. Umieść ciasto na blacie porządnie obsypanym mąka i zagniataj delikatnie do czasu aż ciasto będzie nadawało się do rozwałkowania.
Rozwałkuj ciasto na ok 1,5 cm grubości i wycinaj pięciocentymetrowe krążki. Umieszczaj je na natłuszczonej blaszce w odległościach ok 4 cm.  Na wierzch każdego ciastka nałóż pędzelkiem mleko z cukrem i cynamonem. 
piekarnik nagrzej do 200 stopni i piecz ciastka ok 10 minut. Ciastka powinny być złocisto brązowe. Wystudź na kratce.  Najlepsze są  podane świeże, Jeszce ciepłe.




sobota, 9 stycznia 2016

Bluźniercze Spaghetti z Innsmouth


Może zacznę od tego, że od gówniarza nie cierpiałam szpinaku. Pewnie dlatego, że mi go wmuszano... tak jak kaszę mannę... brrrrrr.... W obecnej chwili doszłam do wniosku, że po prostu są takie rzeczy do których polubienia trzeba najzwyczajniej dorosnąć. Pomijając właśnie szpinak w tej grupie znajdą się oliwki i często kasze. Małż mój ku mojemu nieszczęściu nadal w pieluchach jeśli chodzi o temat oliwek :( no ale nie o tym. 
Zazwyczaj, kiedy pamiętam z odleglejszych czasów, że czegoś nie lubię, absolutnie nie zamawiam tego w restauracji, nie kupuję do domu, tylko wyczekuję momentu, aż pojawi się u kogoś na talerzu i będę mogła skorzystać z przyjacielskiego prawa pt. "Daj gryza". I tak trochę szpinaku tu, trochę tam, czasem mama coś upichciła bo jest fanką. I gdzieś tam wypracowałam sobie, że jeśli taki oto własnie szpinak połączony jest ze śmietaną, i dobrze doprawiony - to nie jest wcale tak źle. W końcu zdecydowałam się sama coś tam poeksperymentować. Na początku mój sos to była raczej śmietana ze szpinakiem. Teraz muszę powiedzieć, że chyba jednak zielony szlam przeważa. I było to moje sosiszcze smaczne nawet, do momentu, w którym koleżanka z pracy (pozdrowienia dla Pauliny) nie przedstawiła mi swojej wersji sosu szpinakowego. Boczek i mozzarella. Kiedy to usłyszałam, to ślinka pociekła i miałam ochotę walić drzwiczkami piekarnika w swój pusty łeb niczym Zgredek, że sama na to nie wpadłam. Ale tak to już chyba jest - jeśli jakiegoś produktu się obawiamy i trzymamy się już kurczowo tej na tyle wypracowanej wersji, że jest dla nas zjadliwa. 
Tak więc przed państwem

BLUŹNIERCZE SPAGHETTI Z INNSMOUTH

małż nazywa to czasem Shoggothem
Początkowo ochrzciliśmy to danie Spaghetti z R'lyeh. I było to mniej więcej w tym samym punkcie na osi czasu, kiedy zdecydowałam się założyć bloga. Ba, miało to być pierwsze danie ukazane na jego łamach. No ale wyszło jak wyszło. A ostatnio zdecydowaliśmy się zmienić nazwę na Innsmouth, ponieważ to jednak mieścinka kojarząca się typowo z Deep One'ami. A owy sos wygląda właśnie jak kupa szlamu z niewiadomą zawartością mięsną, pochodząca z dna oceanu. Którą to zajadają się Deep One'y.


Składniki:
- Paczka szlamu z dnia oceanu (szpinak rozdrobniony mrożony)
- Kufel mleka Shub Niggurath (duże opakowanie kwaśnej śmietany do zup i sosów)
- Udziec dziewicy (boczek :D ile kto lubi, w Lidlu można kupić taki paczkowany pokrojony w kostkę, podwójne opakowanie. Jedno spokojnie starczy)
- ser z mleka Shub (kulka Mozzarelli)
- spaghetti (no co, każdy lubi makaron :P)
- spora cebula
- 2-3 ząbki czosnku
- sól i pieprz do smaku

Boczek pokrojony w kostkę smaż na patelni (bez tłuszczu! boczek jest wystarczająco tłusty!) aż ładnie się zarumieni i osiągnie taką chrupkość jaką lubisz. Wtedy dodaj cebulę pokrojoną w kosteczkę i podsmaż chwilę aż zmięknie. Następnie czosnek przeciśnięty przez praskę. Dodaj szpinak. Podgrzewaj na niedużym ogniu, żeby cebula się nie spaliła ale szpinak roztopił. Co jakiś czas odwracaj płat szpinaku jeśli masz taką zamrożoną taflę. Jeśli udało ci się dostać taki w kosteczkach to po prostu mieszaj aż wszytko się ładnie rozpuści.
Wlej śmietanę i wymieszaj wszystko aż kolor będzie jednolity. Podgrzewaj na średnim ogniu i gdy wszystko będzie już na pewno gorące, łapkami rwij mozzarellę i wrzucaj kawałki do sosu. Mieszaj aż mozzarella się rozpuści i będziesz miał bardzo efektowne ciągnące się szlamowate gluty.

Takie jak te:


Dopraw oczywiście solą i pieprzem wedle własnego uznania. Często u mnie bywa tak, że nawet tego nie robię, bo boczek słony, smaki wyraziste i nie ma po co doprawiać. :) 

No i wiadomo, ciapnij ten szlam na makaron. I szamaj.
Przy najbliższej okazji mam zamiar jeszcze poeksperymentować z dodatkiem białego wina... wtedy ewentualnie, jeśli przeczucia mnie nie mylą i danie będzie jeszcze bardziej bluźnierczo wspaniałe - edytuję notkę ;)



wtorek, 1 grudnia 2015

Butterbeer czyli Piwo Kremowe z Harrego Pottera

Moje pokolenie to to, wychowane na Harrym Potterze. Rośliśmy wraz z nim, jakoś tak wypadało, że gdy Harry miał 11 lat to i my (albo jakoś w okolicach) i tak z roku na rok dorastaliśmy wraz z bohaterem magicznego świata. Każdy z nas - Mugoli - łudził się, że mimo wieku, przyleci jeszcze sowa z tym jakże wyczekiwanym zaproszeniem... Myślę, że część z nas nadal ma takie marzenia... w końcu nigdy nie jest za późno na naukę prawda?

Jest w tej serii jedna rzecz do której zawsze się śliniłam. Piwo Kremowe oczywiście. W myślach zawsze porównywałam sobie jego smak do ginger beer nie wiem czemu. Teraz, kiedy już zdecydowałam się na takiego bloga naszedł odpowiedni czas, żeby samemu spróbować zrobić ten napój. Więc uroczyście przyrzekam, że knuję coś niedobrego! (wiecie ile w tym musi być kalorii???) 

Butterbeer czyli Piwo Kremowe



"PIWO KREMOWE - ang. butterbeer, czytaj: baterbiir, wprawiający w wesoły nastrój pienisty napój niewyskokowy, dozwolony poniżej lat osiemnastu. Z czego był wyrabiany - nie wiadomo." - "Harry Potter i Więzień Azkabanu" wydanie poprawione

"Ron: Człowiek nie może czuć aż tyle, bo by eksplodował.Hermiona: Ty to czujesz coś tylko po kremowym piwie
."







Na początek będzie nam potrzebny Butterscotch syrup. Jeśli znajdziecie gdzieś w sklepie - fajno. Jeśli natomiast wolimy robić go sami - oto przepis.

BUTTERSCOTCH SYRUP
Składniki:
- 4 łyżki masła
- 170 gr cukru brązowego (jeśli nie lubicie smaku palonego toffi możecie użyć cukru białego)
- 200 ml śmietanki 30%
- łyżeczka syropu waniliowego (albo jakiejś esencji czy pasty z laski wanilii)
- 1 łyżeczka soli (ja zapomniałam o niej :( )

W rondelku rozpuść masło, dodaj cukier oraz sól i gotuj około 5 minut do całkowitego rozpuszczenia cukru. Trochę to potrwa, na początku masa będzie buzować, będzie taka jakby ziarnista i możesz mieć wrażenie, że się przypala. Ale spokojnie, po jakimś czasie wszytko zamieni się w gęsta, klejącą ciecz. Dodaj wtedy śmietankę i  wanilię, zmniejsz ogień na malutki i wszytko dobrze mieszaj trzepaczką. Nie przejmuj się zostającymi na trzepaczce toffi z cukru. Po chwili się rozpuści i połączy ze śmietanką. Zwiększ ogień i gotuj chwilę aż całość trochę zgęstnieje. Kiedy syrop lekko ostygnie możesz przelać do słoiczka, buteleczki czy czego tam chcesz - odpornego na ciepło. Syrop będzie świetnym datkiem chociażby do lodów.



PIWO KREMOWE
Składniki na jeden duży kufel albo dwie mniejsze szklanki:
- łyżka masła
- 2 łyżeczki Butterscotch syrup
- puszka Cream Soda (dostępna w sklepach typu Kuchnie Świata)
- łyżeczka syropu waniliowego (pomijamy jeśli kupiłaś/eś Cream Sode Waniliową, albo jeżeli robisz piwo na zimno i używasz lodów waniliowych)
- bita śmietana na wierzch
- łyżeczka syropu do dekoracji śmietany
Wersja na CIEPŁO:
W garnuszku rozpuść syrop z masłem. Dodaj puszkę Sody. Chwile podgrzewaj.
Przelej do naczynia i udekoruj bitą śmietaną (ja nie słodziłam śmietany - słodzona wersja tylko dla totalnych łasuchów, które zniosą taki poziom słodkości na raz) i polej wierzch syropem. 
Super na zimowe wieczory!

Wersja na ZIMNO:
W pojemniku zblenduj razem gałkę lodów waniliowych, masło i syrop. Całość zalej Cream Sodą, miksuj chwile do połączenia składników. Na wierzch bita śmietana i syrop. 
W sam raz na letnią ochłodę.

U mnie wersja na ciepło. Nawet nie jestem w stanie opisać tego smaku. Jest kremowe, jest karmelowe, jest maślane, strasznie słodkie... no przepyszne po prostu!



Smacznego i zapraszam na FP :)


wtorek, 27 października 2015

Gulasz Krasnoludów Żlebowych


Dzisiaj co prawda nie Halloweenowo, ale też fajnie. Tę potrawę pierwszy raz robiłam jakoś wczesną chłodną wiosną. Byliśmy u znajomej na wsi, która posiada żeliwny garniec do robienia prażonek i innych smakowitości nad ogniskiem. Uznałam, że to świetne naczynie, żeby przygotować w nim Gulasz Krasnoludów Żlebowych. Więc jeśli tylko macie możliwość, polecam użyć tego cuda. Spokojnie można wtedy zostawić gar i niczym się nie stresować, a potrawa zyska wspaniały aromat ogniska :)
Wczoraj zrobiłam gulasz ponownie, tym razem używając łopatki wieprzowej i powiem szczerze że nie ma porównania. Jeśli możecie, to wykosztujcie się na wołowinę. Ja za pierwszym razem użyłam kawałka giczoły. Mięsko rozpływało się w ustach. :)

A. Z podanych składników wyjdzie wam porcja która wyżywi małą wieś. Z połowy porcji będzie dla jakiś 4 osób. ;)

Przepis pochodzi z Leaves From the Inn of the Last Home.



Gulasz Krasnoludów Żlebowych

Choć kuchnia Krasnoludów Żlebowych na całym Krynnie mało pożądana, samym krasnoludom zdaje się świetnie służyć. Teoretycznie ich potrawy są zdrowe i pożywne. W praktyce jednak podane dania okazują się dla gości niemiłą niespodzianką.  Bez znajomości zaawansowanej matematyki (dodawania do siebie liczb większych niż 2) podwojenie ilości składników jest wykonalne tylko dla najbystrzejszych krasnoludów, co często skutkuje suchym gulaszem bez sosu albo wodnistą zupą bez klusek. Poniższy przepis jest zazwyczaj serwowany dla całej rodziny krasnoludów żlebowych , 4 średniej wielkości ludzi bądź jednego wielkiego poszukiwacza przygód znanego z tego, że podbiera jedzenie z talerzy innych. Poniżej podajemy instrukcje zarówno dla krasnoludów żlebowych jak i zwykłych śmiertelników.



- Mięso z 2 średniej wielkości jaszczurek (albo 1 kg mięsa na gulasz jeżeli to nie jest sezon na jaszczurki)
- 2x po dwie łyżki mąki (1 i 1 i 1 i 1 albo 4 łyżki albo 1/4 szklanki)
- 2 ziemniaki oraz 1 do garnka, poharatane (1 i 1 i 1 albo 3 pokrojone w kostkę ziemniaki)
- 2 marchewki 2 razy, poharatane (1 i 1 i 1 i 1 albo 4 marchewki pokrojone w plasterki)
- 1 seler naciowy zadźgany (pokrojony w plasterki)
- 2 zamordowane cebule (posiekane)
- 2 zmiażdżone kostki rosołowe (drobiowy będzie świetny do mięsa z jaszczurek,  wołowy natomiast do wołowego)
- 2 szklanki bąbelkującej wody (wrzątku)
- 1 łyżka sosu $#@*! (sos Worcestershire)
- 2 łyżki zamordowanej natki pietruszki (posiekanej)
- 2 potłuczone ząbki czosnku (rozgniecione)
- 1 liść laurowy
- 1 łyżeczka czerwonej mazi (papryka)
- 1 łyżeczka soli
- 1 niuch pieprzu (1/4 łyżeczki)



Zakręcić jaszczurką kilka razy nad głową. Wrzucić jaszczurkę do kotła. Dodać resztę ciapy. Rozpalić wielki ogień pod kotłem.  Iść na drzemkę. ALBO...
Zmieszać mąkę, sól i pieprz w garnku. Oddzielić tłuszcz od mięsa i pokroić w kostki (ok 2,5cm). Obtoczyć mięso w mące z przyprawami w garnku. Dodać wodę i kostki rosołowe. Zamieszać. Dodać pozostałe składniki - zamieszać. Przykryć i gotować na malutkim ogniu 4-6 godzin, mieszać od czasu do czasu aż mięso i warzywa będą miękkie.
Zielony bądź niebieski barwnik może być dodany by nadać prawdziwie żlebowy wygląd.



OMNOMNOM!

poniedziałek, 26 października 2015

Halloween Pumpkin Pie



Halloween czyli Hallow's Eve - przeddzień Wszystkich Świętych przypada na noc z 31 października na 1 listopada. Wywodzi się z celtyckiego święta Samhain które trwało 9 dni. Było ono czasem przygotowań do zimy, spędzania bydła z pastwisk, gromadzenia zapasów, itp. Druidzi wierzyli że w wigilię Samhain - Fleadh nan Mairbh (Feast of the Dead) - granica pomiędzy światem żywych i umarłych jest najcieńsza, duchom złym i dobrym najłatwiej wtedy wejść do naszego świata.
Duchy poszukiwały ciał w których mogłyby zamieszkać przez kolejny rok i, jak łatwo się domyślić, raczej nikt nie chciał paść ofiarą opętania. Zatem ludkowie zaczęli przebierać się za potwory, duchy i inne takie, w nadziei upodobnienia się do tych prawdziwych i zmylenia ich, by nie paść ich ofiarą. Tak powstał zwyczaj przebierania się w ten dzień.
Domy swoje natomiast ludzie wygaszali, by sprawiały wrażenie pustych; a na ganku wystawiali wydrążoną w kształt demona brukiew ze świeczką w środku - miała ona odstraszać wszelkie duchy. Jakoś tak w miarę upływu czasu brukiew zastąpiły dynie, które nazywamy Jack'o'Lantern. A z nazwą tą wiąże się też pewna historia.

Był sobie mężczyzna imieniem Jack, który wzbogacić się na wszytkim chciał. (taki tam rym :P). I tu historie widziałam rożne; raz chłop sprzedał dusze diabłu za bogactwo, raz spotkał go gdy uciekał po nieudanej kradzieży, gdzie indziej spotkali się w barze i duszę Jack sprzedał za kufel piwa. Dalej jednak idzie to podobnie. Kiedy przyszło co do czego i trza było spłacić dług, Jack ani o tym myślał. Namówił Diabła by zmienił się w monetę w ramach żartu, (którą miał zapłacić za piwo/za skradzione rzeczy/inne) i kiedy naiwniak się zgodził Jack szybko schował monetę do kieszeni/sakiewki gdzie akurat miał srebrny krzyżyk. I nie wypuszczał diabła aż ten zgodził się nie zabierać mu duszy. Jack jednak tak czy inaczej zmarł (31 października). Nie było jednak dla niego nigdzie miejsca. Do nieba go przyjąć nie chcieli bo był chciwym oszustem za życia. No a do piekła też nijak bo Diabeł obiecał duszy nie brać. Dał mu za to jarzący się węgielek który miał mu oświetlać drogę. A że gorące to Jack schował go w lampionie z Brukwi. I tak tuła się nasz nieszczęśnik w poszukiwaniu miejsca na wieczysty odpoczynek a drogę oświetla sobie Jack'o'Lanternem. THE END



Święto to nie jest zbyt popularne w Polsce, choć z roku na rok widuję coraz więcej różnorakich imprez je celebrujących. Polska jest jednak dosyć kościelnym krajem i większość ludzi trzyma się tradycji i woli spędzić ten czas na zadumie i czczeniu pamięci Zmarłych.
Ale nie ja. Ja kocham Halloween! Kocham wszystko co związane z potworami, duchami, wampirami i całym tym wesołym, nadnaturalnym towarzystwem.

Halloween jest też wszechobecne w popkulturze. Tematykę tę odnajdujemy w mnóstwie filmów, seriali, książek czy gier.

 

Dzisiaj zajmiemy się warzywem nieodłącznie kojarzonym z Halloween - Dynią. A zrobimy z niej to co lubi Dean Winchester - pie. Pumpkin pie!

Składniki:
 - Kruche ciasto, na które przepis znajdziecie tutaj, ew takie jakie lubicie.
- 400-450 g purée z dyni
- 350 ml mleczka skondensowanego (nie słodzone! takie zagęszczone)
- 100 g brązowego cukru
- 2 jajka plus żółtko
- ½ łyżeczki soli
- 3 łyżeczki Pumpkin Spice
- skórka otarta z jednej cytryny




Pierwsza rzecz to dynia. Możesz odciąć skórkę, pokroić ją na kawałki, ugotować do miękkości, odsączyć z wody, i zblendować. Ale polecam drugi sposób. Dynię przekrój na pół, włóż do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i piecz do momentu aż skórka będzie z łatwością odchodzić, a sam miąższ będzie miękki. Nie musisz wtedy bawić się w obieranie, które przy surowej dyni wymaga siły i czasu. Poza tym pieczona dynia ma cudowny aromat. Ja swoją upiekłam. No i zblendowałam. Odmierz tyle purée, ile potrzeba do ciasta; resztę możesz włożyć do słoików i zamrozić, nada się chociażby do zupy krem.
Ciasto robimy wg przepisu, podpiekamy aż będzie blond, i odstawiamy do wystudzenia.
Piekarnik nastaw na 250 stopni.
Wbij do miski jajka, roztrzep je lekko, dodaj wszystkie przyprawy. Następnie purée z dyni. Wszytko dobrze wymieszaj na gładką masę. Dodaj mleko. Wymieszaj ponownie. Masa jest dosyć lejąca, ale spokojnie, wszystko zetnie się w piekarniku dzięki jajkom. Wylej masę na kruche ciasto i włóż do piekarnika na 15 minut. Po tym czasie zmniejsz temperaturę do 180 stopni i piecz ciasto 40-50 minut - do suchego patyczka. 
Odstaw ciasto na 1-2h, żeby wystygło i odpoczęło.
Podawaj z bitą śmietaną! Serio, ona robi robotę!

OMNOMNOMNOM!
Zapraszam na fejsa :)


niedziela, 25 października 2015

Melanż i Przyprawowa Kawa




Jakiś czas temu zobaczyłam u znajomego skóroroba George'a obrazek przyprawy i podpis nawiązujący do pumpkin spice. Zaciekawiona spytałam co to. Akurat był to fotomontaż, ale uświadomił mi, że przecież mogę to stworzyć! Mianowicie chodzi o Melanż, przyprawę z planety Arrakis. Miała działanie geriatryczne - przedłużała życie - oraz silne narkotyczne i uzależniające. Z serii książek Diuna - oczywiście. A może i nie oczywiście, bo widząc napis "melange" w ogóle nie wiedziałam o co chodzi - myślałam że to jakiś rodzaj przyprawy dostępny w amerykańskich sklepach. Bowiem Diunę czytałam ostatnio za szczeniaka i już praktycznie nic nie pamiętam. 
Z okazji tego posta odświeżyłam sobie przynajmniej film. No więc przed Państwem melanż czyli popularna w Ameryce Pumpkin Spice.

Melanż i Kawa Przyprawowa ze świata Diuny



"Najcenniejszym dla nas surowcem jest przyprawa zwana melanżem. Przyprawa przedłuża życie. Przyprawa rozszerza świadomość. Przyprawa jest kluczem do międzygwiezdnych podróży. Nawigatorzy Gildii Planetarnej, od czterystu lat ulegali mutacji i wykorzystują gaz z przyprawy do zaginania przestrzeni. To pozwala podróżować po wszechświecie bez ruszania się z miejsca. Byłabym zapomniała. Przyprawa występuje na jednej tylko planecie. Pustynnej, suchej planecie, gdzie w jaskiniach na skalnym pustkowiu żyją ludzie zwani Fremenami. Od wieków wierzą w przepowiednię, że pojawi się człowiek, Mesjasz, który powiedzie ich ku prawdziwej wolności.Planeta ta to Arrakis. Zwana także Diuną."

"-Pamiętasz smak swojej pierwszej przyprawy?
-Smakowała jak cynamon.
-Lecz nigdy dwa razy tak samo - rzekł. - Ona jest jak życie: ilekroć jej kosztujesz, ukazuje inną twarz"





Składniki:
- 4 łyżeczki cynamonu
- 2 łyżeczki imbiru
- 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
- 1 łyżeczka ziela angielskiego

Wszystkie składniki muszą mieć konsystencję proszku. Gałkę muszkatołową możesz po prostu zetrzeć na tarce. Jeśli chodzi o ziele angielskie nie widziałam nigdzie formy sproszkowanej, więc użyłam robota kuchennego który mieli na proszek. Możesz też rozetrzeć ziele w moździerzu.



Wszystkie przyprawy połącz ze sobą i... to właściwie tyle. Możesz teraz zaparzyć sobie kawę - jeśli lubisz to czarną, ale polecam Latte - w ten sposób dosypując do niej Melanżu uzyskasz Pumpkin Spice Latte. Resztę Przyprawy przechowuj w szczelnie zamkniętym słoiczku. Na przykład po miniaturowym koncentracie pomidorowym. Spisuje się świetnie i uroczo wygląda. 
Już niedługo kolejny przepis gdzie przyda nam się Przyprawa ;)



P.S. Jeśli chcesz być na bieżąco i masz facebooka, zapraszam na Moją Stronę ;)

poniedziałek, 14 września 2015

Smarowidło Rolnika



Ten wpis miał już być przed moim wyjazdem ale nie zdążyłam, później tez było za dużo rzeczy na głowie, ale w końcu jest.
Jak wiadomo Pillars to gra która zebrała fundusze na kickstarterze. jedną z rzeczy które można było dostać była książka kucharska ze świata Pillars. Niestety ja jakoś nie dowiedziałam się na czas o akcji i nie udało mi się jej wesprzeć, ale znam gościa który zna gościa, którego koleżanka kupiła bratu swojego chłopaka.... no sami wiecie. Mam książkę ;) Więc dzisiaj mały taki cosik na ząb idealny do śniadania.

Smarowidło Rolnika



Używam tego przepisu cały czas do kanapek. To najprostszy przepis na świecie, z zaledwie trzech składników. Jeśli umiesz zagotować wodę, umiesz zrobić tą pastę.

- 2 duże jajka
- 1 łyżeczka musztardy
- 1 łyżeczka majonezu

Umieść jajka w rondlu i zalej zimną wodą. Przykryj rondel i zagotuj. Jak tylko woda zacznie wrzeć, odstaw rondel z ognia i pozostaw na 13 minut. Wylej wodę i zalej rondel zimną wodą żeby zatrzymać gotowanie jajek. jeżeli potrzebujesz jajek natychmiast, wstaw je do wody z lodem albo odłóż do lodówki na później. Wytrzymają tam tydzień.
jeżeli chcesz sałatkę jajeczną obierz dwa jajka, posiekaj i zmieszaj z musztarda i majonezem. To wszystko. Jeśli chcesz zaostrzyć smak, spróbuj dodać majonezu wasabi (albo dodaj 1 łyżeczkę wasabi do zwykłego majonezu). Albo dodaj jedna łyżeczkę srirachy. Albo dodaj pół łyżeczki wędzonej papryki. Albo pół łyżeczki curry. Wszystkie te dodatki są świetne. Tylko nie dodawaj ich wszystkich na raz. Zaufaj mi.




Jak widzicie ja w swojej wersji dodałam szczypiorku. Oraz soli i pieprzu do smaku. Możecie eksperymentować ze smakami pasty wedle woli.

PS. Zdradzę wam tajemnicę. Tylko ciii.... To jest dokładne ta sama pasta która jedliście za gówniaka na śniadanie. Każda mama umie ją zrobić. Ale nie mówcie o tym twórcom gry.

SMACZNEGO!