wtorek, 1 grudnia 2015

Butterbeer czyli Piwo Kremowe z Harrego Pottera

Moje pokolenie to to, wychowane na Harrym Potterze. Rośliśmy wraz z nim, jakoś tak wypadało, że gdy Harry miał 11 lat to i my (albo jakoś w okolicach) i tak z roku na rok dorastaliśmy wraz z bohaterem magicznego świata. Każdy z nas - Mugoli - łudził się, że mimo wieku, przyleci jeszcze sowa z tym jakże wyczekiwanym zaproszeniem... Myślę, że część z nas nadal ma takie marzenia... w końcu nigdy nie jest za późno na naukę prawda?

Jest w tej serii jedna rzecz do której zawsze się śliniłam. Piwo Kremowe oczywiście. W myślach zawsze porównywałam sobie jego smak do ginger beer nie wiem czemu. Teraz, kiedy już zdecydowałam się na takiego bloga naszedł odpowiedni czas, żeby samemu spróbować zrobić ten napój. Więc uroczyście przyrzekam, że knuję coś niedobrego! (wiecie ile w tym musi być kalorii???) 

Butterbeer czyli Piwo Kremowe



"PIWO KREMOWE - ang. butterbeer, czytaj: baterbiir, wprawiający w wesoły nastrój pienisty napój niewyskokowy, dozwolony poniżej lat osiemnastu. Z czego był wyrabiany - nie wiadomo." - "Harry Potter i Więzień Azkabanu" wydanie poprawione

"Ron: Człowiek nie może czuć aż tyle, bo by eksplodował.Hermiona: Ty to czujesz coś tylko po kremowym piwie
."







Na początek będzie nam potrzebny Butterscotch syrup. Jeśli znajdziecie gdzieś w sklepie - fajno. Jeśli natomiast wolimy robić go sami - oto przepis.

BUTTERSCOTCH SYRUP
Składniki:
- 4 łyżki masła
- 170 gr cukru brązowego (jeśli nie lubicie smaku palonego toffi możecie użyć cukru białego)
- 200 ml śmietanki 30%
- łyżeczka syropu waniliowego (albo jakiejś esencji czy pasty z laski wanilii)
- 1 łyżeczka soli (ja zapomniałam o niej :( )

W rondelku rozpuść masło, dodaj cukier oraz sól i gotuj około 5 minut do całkowitego rozpuszczenia cukru. Trochę to potrwa, na początku masa będzie buzować, będzie taka jakby ziarnista i możesz mieć wrażenie, że się przypala. Ale spokojnie, po jakimś czasie wszytko zamieni się w gęsta, klejącą ciecz. Dodaj wtedy śmietankę i  wanilię, zmniejsz ogień na malutki i wszytko dobrze mieszaj trzepaczką. Nie przejmuj się zostającymi na trzepaczce toffi z cukru. Po chwili się rozpuści i połączy ze śmietanką. Zwiększ ogień i gotuj chwilę aż całość trochę zgęstnieje. Kiedy syrop lekko ostygnie możesz przelać do słoiczka, buteleczki czy czego tam chcesz - odpornego na ciepło. Syrop będzie świetnym datkiem chociażby do lodów.



PIWO KREMOWE
Składniki na jeden duży kufel albo dwie mniejsze szklanki:
- łyżka masła
- 2 łyżeczki Butterscotch syrup
- puszka Cream Soda (dostępna w sklepach typu Kuchnie Świata)
- łyżeczka syropu waniliowego (pomijamy jeśli kupiłaś/eś Cream Sode Waniliową, albo jeżeli robisz piwo na zimno i używasz lodów waniliowych)
- bita śmietana na wierzch
- łyżeczka syropu do dekoracji śmietany
Wersja na CIEPŁO:
W garnuszku rozpuść syrop z masłem. Dodaj puszkę Sody. Chwile podgrzewaj.
Przelej do naczynia i udekoruj bitą śmietaną (ja nie słodziłam śmietany - słodzona wersja tylko dla totalnych łasuchów, które zniosą taki poziom słodkości na raz) i polej wierzch syropem. 
Super na zimowe wieczory!

Wersja na ZIMNO:
W pojemniku zblenduj razem gałkę lodów waniliowych, masło i syrop. Całość zalej Cream Sodą, miksuj chwile do połączenia składników. Na wierzch bita śmietana i syrop. 
W sam raz na letnią ochłodę.

U mnie wersja na ciepło. Nawet nie jestem w stanie opisać tego smaku. Jest kremowe, jest karmelowe, jest maślane, strasznie słodkie... no przepyszne po prostu!



Smacznego i zapraszam na FP :)


wtorek, 27 października 2015

Gulasz Krasnoludów Żlebowych


Dzisiaj co prawda nie Halloweenowo, ale też fajnie. Tę potrawę pierwszy raz robiłam jakoś wczesną chłodną wiosną. Byliśmy u znajomej na wsi, która posiada żeliwny garniec do robienia prażonek i innych smakowitości nad ogniskiem. Uznałam, że to świetne naczynie, żeby przygotować w nim Gulasz Krasnoludów Żlebowych. Więc jeśli tylko macie możliwość, polecam użyć tego cuda. Spokojnie można wtedy zostawić gar i niczym się nie stresować, a potrawa zyska wspaniały aromat ogniska :)
Wczoraj zrobiłam gulasz ponownie, tym razem używając łopatki wieprzowej i powiem szczerze że nie ma porównania. Jeśli możecie, to wykosztujcie się na wołowinę. Ja za pierwszym razem użyłam kawałka giczoły. Mięsko rozpływało się w ustach. :)

A. Z podanych składników wyjdzie wam porcja która wyżywi małą wieś. Z połowy porcji będzie dla jakiś 4 osób. ;)

Przepis pochodzi z Leaves From the Inn of the Last Home.



Gulasz Krasnoludów Żlebowych

Choć kuchnia Krasnoludów Żlebowych na całym Krynnie mało pożądana, samym krasnoludom zdaje się świetnie służyć. Teoretycznie ich potrawy są zdrowe i pożywne. W praktyce jednak podane dania okazują się dla gości niemiłą niespodzianką.  Bez znajomości zaawansowanej matematyki (dodawania do siebie liczb większych niż 2) podwojenie ilości składników jest wykonalne tylko dla najbystrzejszych krasnoludów, co często skutkuje suchym gulaszem bez sosu albo wodnistą zupą bez klusek. Poniższy przepis jest zazwyczaj serwowany dla całej rodziny krasnoludów żlebowych , 4 średniej wielkości ludzi bądź jednego wielkiego poszukiwacza przygód znanego z tego, że podbiera jedzenie z talerzy innych. Poniżej podajemy instrukcje zarówno dla krasnoludów żlebowych jak i zwykłych śmiertelników.



- Mięso z 2 średniej wielkości jaszczurek (albo 1 kg mięsa na gulasz jeżeli to nie jest sezon na jaszczurki)
- 2x po dwie łyżki mąki (1 i 1 i 1 i 1 albo 4 łyżki albo 1/4 szklanki)
- 2 ziemniaki oraz 1 do garnka, poharatane (1 i 1 i 1 albo 3 pokrojone w kostkę ziemniaki)
- 2 marchewki 2 razy, poharatane (1 i 1 i 1 i 1 albo 4 marchewki pokrojone w plasterki)
- 1 seler naciowy zadźgany (pokrojony w plasterki)
- 2 zamordowane cebule (posiekane)
- 2 zmiażdżone kostki rosołowe (drobiowy będzie świetny do mięsa z jaszczurek,  wołowy natomiast do wołowego)
- 2 szklanki bąbelkującej wody (wrzątku)
- 1 łyżka sosu $#@*! (sos Worcestershire)
- 2 łyżki zamordowanej natki pietruszki (posiekanej)
- 2 potłuczone ząbki czosnku (rozgniecione)
- 1 liść laurowy
- 1 łyżeczka czerwonej mazi (papryka)
- 1 łyżeczka soli
- 1 niuch pieprzu (1/4 łyżeczki)



Zakręcić jaszczurką kilka razy nad głową. Wrzucić jaszczurkę do kotła. Dodać resztę ciapy. Rozpalić wielki ogień pod kotłem.  Iść na drzemkę. ALBO...
Zmieszać mąkę, sól i pieprz w garnku. Oddzielić tłuszcz od mięsa i pokroić w kostki (ok 2,5cm). Obtoczyć mięso w mące z przyprawami w garnku. Dodać wodę i kostki rosołowe. Zamieszać. Dodać pozostałe składniki - zamieszać. Przykryć i gotować na malutkim ogniu 4-6 godzin, mieszać od czasu do czasu aż mięso i warzywa będą miękkie.
Zielony bądź niebieski barwnik może być dodany by nadać prawdziwie żlebowy wygląd.



OMNOMNOM!

poniedziałek, 26 października 2015

Halloween Pumpkin Pie



Halloween czyli Hallow's Eve - przeddzień Wszystkich Świętych przypada na noc z 31 października na 1 listopada. Wywodzi się z celtyckiego święta Samhain które trwało 9 dni. Było ono czasem przygotowań do zimy, spędzania bydła z pastwisk, gromadzenia zapasów, itp. Druidzi wierzyli że w wigilię Samhain - Fleadh nan Mairbh (Feast of the Dead) - granica pomiędzy światem żywych i umarłych jest najcieńsza, duchom złym i dobrym najłatwiej wtedy wejść do naszego świata.
Duchy poszukiwały ciał w których mogłyby zamieszkać przez kolejny rok i, jak łatwo się domyślić, raczej nikt nie chciał paść ofiarą opętania. Zatem ludkowie zaczęli przebierać się za potwory, duchy i inne takie, w nadziei upodobnienia się do tych prawdziwych i zmylenia ich, by nie paść ich ofiarą. Tak powstał zwyczaj przebierania się w ten dzień.
Domy swoje natomiast ludzie wygaszali, by sprawiały wrażenie pustych; a na ganku wystawiali wydrążoną w kształt demona brukiew ze świeczką w środku - miała ona odstraszać wszelkie duchy. Jakoś tak w miarę upływu czasu brukiew zastąpiły dynie, które nazywamy Jack'o'Lantern. A z nazwą tą wiąże się też pewna historia.

Był sobie mężczyzna imieniem Jack, który wzbogacić się na wszytkim chciał. (taki tam rym :P). I tu historie widziałam rożne; raz chłop sprzedał dusze diabłu za bogactwo, raz spotkał go gdy uciekał po nieudanej kradzieży, gdzie indziej spotkali się w barze i duszę Jack sprzedał za kufel piwa. Dalej jednak idzie to podobnie. Kiedy przyszło co do czego i trza było spłacić dług, Jack ani o tym myślał. Namówił Diabła by zmienił się w monetę w ramach żartu, (którą miał zapłacić za piwo/za skradzione rzeczy/inne) i kiedy naiwniak się zgodził Jack szybko schował monetę do kieszeni/sakiewki gdzie akurat miał srebrny krzyżyk. I nie wypuszczał diabła aż ten zgodził się nie zabierać mu duszy. Jack jednak tak czy inaczej zmarł (31 października). Nie było jednak dla niego nigdzie miejsca. Do nieba go przyjąć nie chcieli bo był chciwym oszustem za życia. No a do piekła też nijak bo Diabeł obiecał duszy nie brać. Dał mu za to jarzący się węgielek który miał mu oświetlać drogę. A że gorące to Jack schował go w lampionie z Brukwi. I tak tuła się nasz nieszczęśnik w poszukiwaniu miejsca na wieczysty odpoczynek a drogę oświetla sobie Jack'o'Lanternem. THE END



Święto to nie jest zbyt popularne w Polsce, choć z roku na rok widuję coraz więcej różnorakich imprez je celebrujących. Polska jest jednak dosyć kościelnym krajem i większość ludzi trzyma się tradycji i woli spędzić ten czas na zadumie i czczeniu pamięci Zmarłych.
Ale nie ja. Ja kocham Halloween! Kocham wszystko co związane z potworami, duchami, wampirami i całym tym wesołym, nadnaturalnym towarzystwem.

Halloween jest też wszechobecne w popkulturze. Tematykę tę odnajdujemy w mnóstwie filmów, seriali, książek czy gier.

 

Dzisiaj zajmiemy się warzywem nieodłącznie kojarzonym z Halloween - Dynią. A zrobimy z niej to co lubi Dean Winchester - pie. Pumpkin pie!

Składniki:
 - Kruche ciasto, na które przepis znajdziecie tutaj, ew takie jakie lubicie.
- 400-450 g purée z dyni
- 350 ml mleczka skondensowanego (nie słodzone! takie zagęszczone)
- 100 g brązowego cukru
- 2 jajka plus żółtko
- ½ łyżeczki soli
- 3 łyżeczki Pumpkin Spice
- skórka otarta z jednej cytryny




Pierwsza rzecz to dynia. Możesz odciąć skórkę, pokroić ją na kawałki, ugotować do miękkości, odsączyć z wody, i zblendować. Ale polecam drugi sposób. Dynię przekrój na pół, włóż do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i piecz do momentu aż skórka będzie z łatwością odchodzić, a sam miąższ będzie miękki. Nie musisz wtedy bawić się w obieranie, które przy surowej dyni wymaga siły i czasu. Poza tym pieczona dynia ma cudowny aromat. Ja swoją upiekłam. No i zblendowałam. Odmierz tyle purée, ile potrzeba do ciasta; resztę możesz włożyć do słoików i zamrozić, nada się chociażby do zupy krem.
Ciasto robimy wg przepisu, podpiekamy aż będzie blond, i odstawiamy do wystudzenia.
Piekarnik nastaw na 250 stopni.
Wbij do miski jajka, roztrzep je lekko, dodaj wszystkie przyprawy. Następnie purée z dyni. Wszytko dobrze wymieszaj na gładką masę. Dodaj mleko. Wymieszaj ponownie. Masa jest dosyć lejąca, ale spokojnie, wszystko zetnie się w piekarniku dzięki jajkom. Wylej masę na kruche ciasto i włóż do piekarnika na 15 minut. Po tym czasie zmniejsz temperaturę do 180 stopni i piecz ciasto 40-50 minut - do suchego patyczka. 
Odstaw ciasto na 1-2h, żeby wystygło i odpoczęło.
Podawaj z bitą śmietaną! Serio, ona robi robotę!

OMNOMNOMNOM!
Zapraszam na fejsa :)


niedziela, 25 października 2015

Melanż i Przyprawowa Kawa




Jakiś czas temu zobaczyłam u znajomego skóroroba George'a obrazek przyprawy i podpis nawiązujący do pumpkin spice. Zaciekawiona spytałam co to. Akurat był to fotomontaż, ale uświadomił mi, że przecież mogę to stworzyć! Mianowicie chodzi o Melanż, przyprawę z planety Arrakis. Miała działanie geriatryczne - przedłużała życie - oraz silne narkotyczne i uzależniające. Z serii książek Diuna - oczywiście. A może i nie oczywiście, bo widząc napis "melange" w ogóle nie wiedziałam o co chodzi - myślałam że to jakiś rodzaj przyprawy dostępny w amerykańskich sklepach. Bowiem Diunę czytałam ostatnio za szczeniaka i już praktycznie nic nie pamiętam. 
Z okazji tego posta odświeżyłam sobie przynajmniej film. No więc przed Państwem melanż czyli popularna w Ameryce Pumpkin Spice.

Melanż i Kawa Przyprawowa ze świata Diuny



"Najcenniejszym dla nas surowcem jest przyprawa zwana melanżem. Przyprawa przedłuża życie. Przyprawa rozszerza świadomość. Przyprawa jest kluczem do międzygwiezdnych podróży. Nawigatorzy Gildii Planetarnej, od czterystu lat ulegali mutacji i wykorzystują gaz z przyprawy do zaginania przestrzeni. To pozwala podróżować po wszechświecie bez ruszania się z miejsca. Byłabym zapomniała. Przyprawa występuje na jednej tylko planecie. Pustynnej, suchej planecie, gdzie w jaskiniach na skalnym pustkowiu żyją ludzie zwani Fremenami. Od wieków wierzą w przepowiednię, że pojawi się człowiek, Mesjasz, który powiedzie ich ku prawdziwej wolności.Planeta ta to Arrakis. Zwana także Diuną."

"-Pamiętasz smak swojej pierwszej przyprawy?
-Smakowała jak cynamon.
-Lecz nigdy dwa razy tak samo - rzekł. - Ona jest jak życie: ilekroć jej kosztujesz, ukazuje inną twarz"





Składniki:
- 4 łyżeczki cynamonu
- 2 łyżeczki imbiru
- 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
- 1 łyżeczka ziela angielskiego

Wszystkie składniki muszą mieć konsystencję proszku. Gałkę muszkatołową możesz po prostu zetrzeć na tarce. Jeśli chodzi o ziele angielskie nie widziałam nigdzie formy sproszkowanej, więc użyłam robota kuchennego który mieli na proszek. Możesz też rozetrzeć ziele w moździerzu.



Wszystkie przyprawy połącz ze sobą i... to właściwie tyle. Możesz teraz zaparzyć sobie kawę - jeśli lubisz to czarną, ale polecam Latte - w ten sposób dosypując do niej Melanżu uzyskasz Pumpkin Spice Latte. Resztę Przyprawy przechowuj w szczelnie zamkniętym słoiczku. Na przykład po miniaturowym koncentracie pomidorowym. Spisuje się świetnie i uroczo wygląda. 
Już niedługo kolejny przepis gdzie przyda nam się Przyprawa ;)



P.S. Jeśli chcesz być na bieżąco i masz facebooka, zapraszam na Moją Stronę ;)

poniedziałek, 14 września 2015

Smarowidło Rolnika



Ten wpis miał już być przed moim wyjazdem ale nie zdążyłam, później tez było za dużo rzeczy na głowie, ale w końcu jest.
Jak wiadomo Pillars to gra która zebrała fundusze na kickstarterze. jedną z rzeczy które można było dostać była książka kucharska ze świata Pillars. Niestety ja jakoś nie dowiedziałam się na czas o akcji i nie udało mi się jej wesprzeć, ale znam gościa który zna gościa, którego koleżanka kupiła bratu swojego chłopaka.... no sami wiecie. Mam książkę ;) Więc dzisiaj mały taki cosik na ząb idealny do śniadania.

Smarowidło Rolnika



Używam tego przepisu cały czas do kanapek. To najprostszy przepis na świecie, z zaledwie trzech składników. Jeśli umiesz zagotować wodę, umiesz zrobić tą pastę.

- 2 duże jajka
- 1 łyżeczka musztardy
- 1 łyżeczka majonezu

Umieść jajka w rondlu i zalej zimną wodą. Przykryj rondel i zagotuj. Jak tylko woda zacznie wrzeć, odstaw rondel z ognia i pozostaw na 13 minut. Wylej wodę i zalej rondel zimną wodą żeby zatrzymać gotowanie jajek. jeżeli potrzebujesz jajek natychmiast, wstaw je do wody z lodem albo odłóż do lodówki na później. Wytrzymają tam tydzień.
jeżeli chcesz sałatkę jajeczną obierz dwa jajka, posiekaj i zmieszaj z musztarda i majonezem. To wszystko. Jeśli chcesz zaostrzyć smak, spróbuj dodać majonezu wasabi (albo dodaj 1 łyżeczkę wasabi do zwykłego majonezu). Albo dodaj jedna łyżeczkę srirachy. Albo dodaj pół łyżeczki wędzonej papryki. Albo pół łyżeczki curry. Wszystkie te dodatki są świetne. Tylko nie dodawaj ich wszystkich na raz. Zaufaj mi.




Jak widzicie ja w swojej wersji dodałam szczypiorku. Oraz soli i pieprzu do smaku. Możecie eksperymentować ze smakami pasty wedle woli.

PS. Zdradzę wam tajemnicę. Tylko ciii.... To jest dokładne ta sama pasta która jedliście za gówniaka na śniadanie. Każda mama umie ją zrobić. Ale nie mówcie o tym twórcom gry.

SMACZNEGO!



niedziela, 9 sierpnia 2015

Pieczeń wieprzowa z Kitaj-Gorodu



Za to obok posągu natknął się na wspaniałe miejsce – prawdziwą restaurację urządzoną w przestronnym, czystym namiocie, w przyjemnym, swojskim, ciemnozielonym kolorze, takim jak u nich na stacji. Wewnątrz, w rogach, były plastikowe atrapy kwiatów z liśćmi z materiału, które nie wiadomo co tu robiły, ale były ładne, oraz parę solidnych stolików, na których stały lampki olejowe wypełniające namiot przytulnym, łagodnym światłem. I jedzenie… Pokarm bogów: najdelikatniejsza wieprzowa pieczeń z grzybami – aż ślinka cieknie, u nich przyrządzano takie potrawy tylko w święta, ale nigdy nie wyglądały tak smakowicie i wykwintnie.
Wokół siedzieli ludzie porządni, szacowni, dobrze i gustownie ubrani, pewnie bogaci kupcy. Starannie kroili kotleciki z usmażoną na chrupko skórką, pływające w gorącym aromatycznym tłuszczu, nieśpiesznie wkładali malutkie kąski do ust i cicho, statecznie rozmawiali, dyskutując o swoich sprawach i z rzadka rzucając na Artema uprzejme, ciekawe spojrzenia.
Było oczywiście drogo: trzeba było wyciągnąć z zapasowego magazynka całe piętnaście naboi i położyć je na szerokiej dłoni karczmarza tłuściocha, a potem żałować, że człowiek poddał się pokusie, ale tak czy owak, w brzuchu było tak przyjemnie, spokojnie i ciepło, że głos rozumu w tej błogości umilkł.

Pieczeń wieprzowa z Kitaj-Gorodu




Czytając a raczej słuchając książki, (albowiem darmowego ebooka dostałam skądś tam, to skorzystałam) to ten przepis wzbudził we mnie myśl "MUST DO IT".  Zastanawiałam się też jakie grzyby będą odpowiednie. Niestety nie jestem entuzjastką grzybów, jadam tylko pieczarki, boczniaki i sporadycznie kurki. Ze względu na luksusowa otoczkę jaka urosła wśród tych ostatnich, to na nie padł wybór.  Zapraszam was więc na pieczeń z Metra 2033.

EDIT: Na śmierć zapomniałam, ale już się poprawiam. Wielkie, wielkie podziękowania dla Łukasza za zorganizowanie całego niejadalnego ekwipunku który widnieje na zdjęciach. Bez niego, nie było by klimatu ;)



Składniki:
Pieczeń - z podanej ilości składników wyszła mi rolada którą pokroiłam na 6 około 1,5 cm kawałków. Starczyło nam na dwa obiady - za 1 razem po jednym plasterku bo byliśmy mało głodni, za 2 razem zjedliśmy po 2 i był to super sycący obiad.
- pół kilo schabu bez kości
- 25 dag kurek
- 1/5 kostki masła
- 2 cebule
- kminek
- jałowiec (najlepiej zmielony)
- sól
 - pieprz
-  pół szklanki bulionu
- 3 liście laurowe
- 4 ziarna ziela angielskiego
- torebka do pieczenia

Mięso porządnie umyj, usuń błonki (no chyba że lubisz, ja mam fizia i zawsze wszystko to białe usuwam bo bleeee) następnie rozkrój go w ten sposób:



i rozbij tłuczkiem, uważając by nie porobić dziur. Najlepiej pod folią czy reklamówką z biedronki ;)


Rozłożony płat natrzyj solą, pieprzem, kminkiem i jałowcem. Ja miałam tylko w kulkach więc rozgniotłam młotkiem jałowiec w woreczku.  Zawiń mięso tak jak było rozkrojone i wstaw do lodówki na min. pół godziny.



Kurki umyj i pokrój na drobno. Tak samo cebulę. Na patelni rozpuść masło i wrzuć grzyby. Kiedy puszczą soki dorzuć cebulę i duś wszytko na małym ogniu pod przykryciem aż wszytko będzie mięciutkie i aromatyczne.


Wyjmij mięso, rozwiń i jeśli używałaś/eś rozgniecionego jałowca, usuń co większe kawałki. Na mięso nakładaj kurki z cebulką cienką warstwą ale tak, żeby zakryć cała powierzchnię. UWAGA! Nie używamy tu całej mieszaniny grzybowo-cebulowej, mi zeszło jakoś 1/3. resztę wykorzystamy do boskiego sosu!



Mięso z farszem zawiń, tak samo jak było rozkrajane. Możesz teraz obwiązać nitką biała albo jak w moim wypadku użyć wykałaczek, chyba, że masz jeszcze jakiś inny sposób. Roladę włóż do torebki, wlej tam bulion, dodaj listy laurowe i ziele angielskie. Zawiąż worek, zrób w nim kilka dziurek (zgodnie z instrukcją) i włóż do piekarnika. Piecz około 1,5 godziny aż mięsko ładnie się zarumieni z wierzchu.




A tymczasem sos:
- pozostała masa kurkowo-cebulowa
- opakowanie śmietanki 18% do zup i sosów - takiej w kartoniku! Koniecznie! Taka śmietanka ma łagodny smak i się nie zważy!
- sól
- pieprz cytrynowy

Wszytko jest nad wyraz banalne. Do grzybów wlej śmietankę, niech gotuje się to na małym ogniu. Dodawaj do smaku sól i pieprz cytrynowy. Ja dałam go chyba ze 2 łyżki bo jest wspaniały i bardzo pasuje. Zgaś ogień i wszytko porządnie zblenduj. Ma powstać gęsta kremowa i cudownie aromatyczna masa.  Sos gotowy.




Kiedy pieczeń będzie gotowa, wyjmij ją ostrożnie z torebki, najlepiej dwiema łyżkami lub czymś takim coby się nie poparzyć.  Jak troszku ostygnie pokrój na odpowiadające ci wielkością plastry.  Mięso polecam odgrzewać osobno, podsmażać na patelni, a nie gotować razem z sosem. Ja popełniłam ten błąd przy drugim obiedzie i sos się troszku poprzypalał na patelni a mięso było zimne.

U mnie pieczeń podałam z puree z ziemniaków (masło i mleko) i cukinią w occie domowej roboty mojej siostry. Pasuje idealnie! Ale możecie też użyć ogórka kiszonego ;)



I co, myślicie że jest warta 15 kulek? ;)

P.S. No i muszę się oczywiście pochwalić :P





niedziela, 2 sierpnia 2015

ROBOT UNICORN CUPCAKES!



Wczoraj oglądałam Magiel Towarzyski z Udziałem Tomka Tomczyka vel Kominek vel JasonHunt, w którym padły słowa odnośnie błędów, które robią początkujący blogerzy. Mianowicie ZA MAŁO PISZĄ. Dało mi to kopa by w końcu napisać kolejną notkę. Co prawda uważam, ze blogerzy kulinarni akurat nie mogą sobie pozwolić na nie wiadomo ile postów tygodniowo, chyba że pracują jako kucharze albo drób domowy i mają na to czas. Prowadzenie bloga o takiej tematyce nie tylko sprowadza się do ugotowania potrawy - na co też potrzeba czasu - ale także zrobienie jak najlepszych zdjęć, czyli ustawienie całego tła, dobranie dodatków, ustawienie wszystkiego ładnie, cykanie zdjęć, obróbka w programie graficznym i wreszcie napisanie samego posta... ufff....
W moim przypadku dochodzą przygotowania do ślubu, zakończona przeprowadzka i kilka innych rzeczy. Ale udało nam się w końcu wypakować, mam śliczna jasną kuchnię, która aż się prosi żeby w niej przesiadywać, więc jest w końcu notka i to obiecana od dłuższego czasu.


ROBOT UNICORN CUPCAKES


Grałam w piątek. Mój najlepszy wynik (sic!)
pochwalcie się swoimi!


Na stronie facebooka pokazywałam mój tęczowy tort z Któryś-Tam-Kiedyś-Tam-Dawno-Temu-Urodzin. Na jego wspomnienie krew mnie zalewa, bo robiło się go masakrycznie długo. Każdy blat trzeba było upiec osobno i jak dobrze pamiętam to jeszcze szwagier pomagał mi ładnie nałożyć krem bo w ogóle mi to nie wychodziło. Więc teraz prostsza i równie pyszna wersja. Tęczowe babeczki inspirowane grą Robot Unicorn Attack.



Składniki na ciasto (12 muffinek):
Suche:
- 2 szklanki mąki (ok 360g)
- 1/2 szklanki cukru ALE w tej zawartości maja się znaleźć dwa opakowania cukru wanilinowego.
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
mokre:
- 1 szklanka mleka
- pół roztopionej kostki masła (najlepiej takiego 82% tłuszczu)
- 2 jajka
- ok. 5 kropel aromatu cytrynowego albo łyżeczka soku z cytryny
dodatkowo:
-Barwniki spożywcze, ile tylko chcesz, ja akurat mam 4, możesz użyć też kakao albo malej ilości zmiksowanych owoców




Piekarnik nastaw na 180 stopni. Po co masz później czekać? ;)
W osobnych miskach wymieszaj dobrze składniki. Nie chcę już cytować Food Emperor'a ale... przesiej mąkę... serio. Najlepiej od razu z proszkiem do pieczenia. Wlej mokre składniki do suchych i dobrze wymieszaj, najlepiej drewnianą łyżką. I absolutnie nie przejmuj się grudkami.  Teraz ciasto trzeba podzielić na tyle części ile chcesz użyć barwników spożywczych. U mnie całkowita masa wyszła 1073 gram więc dzieliłam na około 270 gram przy czym radzę jednak trochę mniej, bo przy każdym przekładaniu ciasta z miski do miski i do foremki zawsze trochę nam go ubędzie. Mnie i tak na ostatnią warstwę zostało o wiele mniej niż na wcześniejsze. :(
Do każdej porcji dodaj tyle barwnika, żebyś była/był zadowolony z koloru. Dodawaj po trochu, mieszaj i ewentualnie dodawaj znowu.
Teraz ciasto trzeba już tylko wlewać do formy na muffinki. Ja dodatkowo użyłam papilotek ponieważ bez nich kolor na brzegach byłby przypalony i nieładny, a to w końcu o efekt koloru nam tu się rozchodzi! Nakładajcie ciasto łyżeczką - jedna lekko czubata łyżeczka na formę powinna starczyć. Nadmiar ciasta rozdysponuj tak, żeby było mniej więcej po równo wszędzie. Układaj kolory jak Ci się podoba, jednak im bardziej trzymasz się układu tęczy tym lepszy efekt. Ciasto jest dosyć ciężkie i przy nakładaniu kolejnych warstw "wbiją się" one w środek wypierając kolor niżej trochę na boki.  
Jeśli ktoś ma czas może się bawić z równomiernym rozlewaniem ciasta. W sumie nie wiem co wtedy z tego wyjdzie :D



I muffinki do piekarnika na 20 minut!



Czas na krem:
- 150-200ml śmietanki 30-36% (ja użyłam 200 i krem był bardzo lekki; jeśli wolicie gęsty i sztywny użyjcie mniej śmietanki)
- 50g cukru pudru
- opakowanie serka mascarpone
Proste jak mechanika kwantowa. Ubij śmietankę na sztywno, ale tak naprawdę sztywno (tylko masła nie zrób!*), dodaj cukier puder i mascarpone i ponownie zmiksuj coby sie dobrze wymieszało. I do lodówki.
Kiedy muffinki juz będą gotowe, odstaw je do wystygnięcia. Jak już muffinki nie będą gorące a krem w lodówce ochłonie, nałóż go do szprycy i ozdób muffinki.




Polecam krem udekorować jakimiś posypkami. Im bardziej kolorowe, tym "żyg tęczą" znajomych na ich widok będzie efektywniejszy.
SMACZNEGO!





*Anegdotka z dnia dzisiejszego. nie miałam miksera. Zaczęliśmy pierwszą śmietankę ubijać ręcznie trzepaczką, na zmianę z Nerdem podczas grania w Mage Knight. Nagle Nerd krzyczy "CZEMU TU SIĘ WODA Z TEGO LEJE?", ja pacze i nie wierzę. Za długo było ubijane i oczom naszym ukazały sie piękne grudki zapowiadające masełko. Ręce opadły, łzy pociekły to tyłki w troki wzięliśmy i szuuu do Kauflanda kupić w końcu mikser. I dwa opakowania śmietanki. I całe szczęście że dwa, bo nie wiem co mnie podkusiło do kolejnej śmietanki gdzieś w połowie ubijania wsypałam cukier. nie wiem. naprawdę. Nie pytajcie. Zaćmienie. Mam teraz słodki krem ze śmietanki.. chyba jako polewa do lodów...