sobota, 3 września 2016

TOP KITCHEN - Sałatka Cezar z kurczakiem, pomidorami śliwowymi i grzankami

 Ach, konwenty! Uwielbiam! Ten cały klimat, ci wszyscy pozytywni i zakręceni ludzie. Mnóstwo gier, ciekawe prelekcje, znani i lubiani fantastyczni celebryci. Po prostu super. Każdemu kto nie był, gorąco polecam rozejrzeć się za jakimś konwentem w swojej okolicy. Naprawdę warto!

 W dniach 18-22 sierpnia we Wrocławskiej Hali Stulecia odbył się Polcon. Konwent o tyle nietypowy, że co roku odbywający się w innym mieście Polski. We Wrocławiu był już w 2012, a teraz odwiedził nas ponownie z powodu bycia przez Wrocław Europejską Stolica Kultury. I dobrze. Ale do rzeczy.
Od jakiegoś czasu namiętnie śledzę projekt planszowej gry TOP Kitchen. Jest to gra traktująca o niczym innym, jak o gotowaniu. Gra jest jeszcze w fazie beta, ale już niedługo! Albowiem 12 września startuje kampania crowfundingowa na wspieram.to i będzie można grę nabyć - oczywiście jeśli nazbiera się odpowiednia suma, a w to mocno wierzę.
Na Polconie twórcy dali możliwość przetestowania swojej gry, więc każdy mógł sprawdzić jak bardzo tytuł trafia w jego gusta. W te pędy udałam się do stolików z rozłożoną grą, poprzyglądałam się jak grali inni, posłuchałam o czo chodzi i grzecznie odstałam swoje w kolejce do gry.
Pokuszę się tutaj o napisanie recenzji. Choć nie umiem. Bądźcie wyrozumiali i dajcie znać na ile sobie poradziłam ;)

O co dokładnie chodzi?

W grze jesteśmy kucharzami. Naszym zadaniem jest gotowanie potraw zamawianych przez klientów eleganckiej restauracji. Powinniśmy to robić jak najlepiej, by zdobyć jak najwięcej prestiżu.
Gotować będziemy przy pomocy malutkich uroczych kosteczek w siedmiu kolorach. Co najfajniejsze, kolory kości przypisane są do konkretnego rodzaju składnika. I tak, owoce morza są niebieskie, mięso czerwone, warzywa zielone, ryby pomarańczowe niczym wędzony łosoś, itd. Kolor czarny to składnik uniwersalny - Joker. Tłumaczę sobie to tak, że zabrakło konkretnego składnika w spiżarni więc kucharz dał się ponieść fantazji ;)


Po zebraniu odpowiedniej ilości składników będziemy je przygotowywać - czyli rzucać kostkami na maleńkiej patelni ustawionej na odpowiednim miejscu karty gracza czyli palniku. Nie wiem jak Was, ale mnie zachwycają te pomysły.


Dysponujemy rodzajami kart:
  •  potrawy - zadania

 Na kartach mamy nazwę zamawianej potrawy, wyszczególnione składniki które będą nam potrzebne do stworzenia dania, trudność przygotowania dla każdego składnika, punkty prestiżu za ukończone danie i oczywiście kasiorka którą zgarniemy od klientów. Tu przede wszystkim uderza w oczy różnorodność potraw, od prostych sałatek po - jak to mówimy z Nerdem - fancy szmancy potrawy rodem z restauracji z gwiazdkami Michelin. Jak się dowiedziałam potrawy były wymyślane przez jednego z autorów gry ale później konsultowane z kucharzem z jednej z Łódzkich restauracji. Więc mamy pewność, że podane na kartach dania, mimo czasami naprawdę niezwykłych połączeń - będą po prostu grać ( ;) )


zdjęcie z funpejcza Top Kitchen :)


  •  ulepszenia kuchni

 Znajdziemy tu różne przydatne w kuchni urządzenia - tarki, garnki, lodówki, piecyki. Każdy rodzaj ulepszenia daje nam inne bonusy. Tu też wszystko jest świetnie przemyślane. Np. tarka daje nam premię do kości zielonych i żółtych - czyli do owoców i warzyw. Co ma sens bo przecież kurczaka na tarce do warzyw nie skroimy.


  •  akcje 

Czyli to co daje grze swoistego napędu i mocną kapkę rywalizacji. Wśród tych kart znajdziemy zarówno pomoce dla siebie (np. Manager Sali) jak i niezbyt przyjemne rzeczy dla przeciwnika (np. Krytyk Kulinarny).
zdjęcie z funpejcza Top Kitchen :)


  • przyprawy
Bardzo interesujący pomysł. Każde danie ma przypisaną przyprawę, która po dodaniu bardzo zwieksza wartość punktową danej potrawy. Naprawdę bardzo. To jest coś, w co warto inwestować :)
zdjęcie z funpejcza Top Kitchen :)

Tak więc moi mili. 12 września startuje kampania na wspieram.to, zachęcam was do śledzenia funpejcza TOP Kitchen oraz mojego Unspeakable Kitchen by być na bieżąco.
Nie wiem jak wy, ale ja wiem, że wesprę ten projekt, bo gra jest tego warta.


A teraz przejdźmy do kulinarnych konkretów. Gra TOP Kitchen daje nam naprawdę mnóstwo kulinarnych pomysłów, przy wielu ślinka cieknie od samego czytania. Ja zdecydowałam się na klasyka wśród sałatek - na Sałatkę Cezar. Stworzył ją Włoch Caesar Cardini w 1924 roku. Stworzył ją zasadniczo z niczego, bo skończyły mu się składniki i musiał wykombinować coś z tego co było w spiżarni. Odmian tej sałatki jest wiele, jednak głównymi składnikami są sałata rzymska, grzanki i parmezan. A tym co sprawia, że jest niesamowita - sos.
Nie byłam nigdy wielką fanką sałat, ale powiem szczerze - to jedna z lepszych sałatek jakie jadłam. Do tego straszliwie sycąca. Do dzieła zatem!

Sałatka Cezar z kurczakiem, pomidorami śliwowymi i grzankami

 


O tu, po prawej!

Składniki na 2 osoby:
- ALBO dwa środki sałaty rzymskiej ALBO (moja wersja) środek sałaty rzymskiej i ćwierć salaty lodowej (bo ją uwielbiam, o!)
- Podwójna pierś z kurczaka, bez polędwiczek
- 4 nieduże pomidorki śliwkowe (zwane też rzymskimi), jednak ja nie mogłam nigdzie znaleźć i kupiłam pomidorki LIMA, na które akurat był sezon.
- 4 kromki pieczywa - co wam się wala w domu, wszelkie "dupki" czy "piętki", jakiekolwiek resztki. Ja użyłam 2 kromek chleba tostowego, 2 kromek grahama i 1 kromki chleba żytniego - akurat takie końcówki miałam. Nie marnujmy chleba. Grzanki wychodzą milion razy lepsze niż ze sklepu.
- Parmezan

Do grzanek - oliwa z oliwek, dwa ząbki czosnku, dwie suszone papryczki chilli, albo płatki chilli.
Do kurczaka - oliwa z oliwek, słodka papryka wędzona, sól, pieprz
  
  • GRZANKI
Za przygotowanie grzanek najlepiej wziąć się dzień wcześniej.
W niedużym słoiku po dżemie lub musztardzie wlej oliwę z oliwek, do około 1/3 wysokości. Czosnek obierz ze skorupki i rozgnieć nożem. Po prostu połóż go na blacie i przygnieć płaską częścią noża. Wrzuć do słoika. Dorzuć papryczki chili, tudzież płatki. Zakręć słoiczek. Potrząśnij porządnie i odstaw do lodówki, najlepiej na całą noc, żeby oliwa porządnie przegryzła się z przyprawami.
Kromki chleba posmaruj aromatyczną oliwą z obydwu stron, następnie pokrój w kostkę i piecz na blasze w temperaturze ok. 160 stopni w termoobiegu. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia ile czasu je piekłam, bo po prostu co jakiś czas sprawdzałam czy są już chrupkie, uważając by się nie spaliły
W ten sposób otrzymujesz bardzo lekkie aromatyczne czosnkowo-pikantne grzanki, które nadają się idealnie do sałatek ale też wszelkich zup - kremów (ja właśnie idę piec kolejną porcję do kremu z dyni ;) )


  • KURCZAK
Kurczaka smarujemy porządnie oliwą, przyprawiamy solą, pieprzem i papryką słodką wędzoną. Taka papryka to świetny myk pozwalający przemycić do sałatki smak bekonu, bez bekonu. Naprawdę gorąco polecam każdemu, żeby zaopatrzył się w tę przyprawę, nadaje tego wędzonego posmaku. W mojej kuchni to MUST HAVE, podobnie jak pieprz cytrynowy. Kurczak będzie smakował jakby całą noc baraszkował z porządnym kawałkiem pieczonego boczku. I jest z tego powodu bardzo szczęśliwy. Takiego kurczaka w głębokim talerzu, nakrytego folią spożywczą, wkładamy do lodówki - też na całą noc, żeby nam się dobrze zamarynował.
No i jak mówił pewien mądry brodaty Pan... CYCKI SE USMAŻ! ale lepiej to ugrilluj. Zdrowiej. Ja mam grilla elektrycznego, ale może być tez patelnia grillowa, lub od biedy piekarnik. Ważne żeby już nie dodawać żadnego tłuszczu, a kurczak żeby ładnie się zarumienił z zewnątrz i miał odrobinę chrupiącą skórkę. Odstawiamy go do lekkiego przestygnięcia i później kroimy w plastry. Albo w kostkę. Ja to podawałam tak... no... ładnie, ale możesz sobie wszystko wymieszać w misce i też będzie smaczne :P


SOS:
- 1 żółtko (używamy surowego - jeżeli się boisz weź zamiast niego łyżeczkę majonezu, ale to właśnie żółtko daje ten wspaniały, niepowtarzalny, smak)
- 1 ząbek czosnku
- 2 łyżeczki soku z cytryny
- 3 łyżeczki musztardy Dijon
- 4 łyżki oliwy z oliwek
- pół łyżeczki sosu Worcestershire
- sól i pieprz
- 2 płatki anchois (są w oryginalnym przepisie, ja jednak je pominęłam, ponieważ były tylko w jednym sklepie obok mnie i to w zaporowej cenie. Bez bicia przyznaję, że szkoda mi było tyle wydawać - szczególnie biorąc pod uwagę, że reszty pewnie bym nie zużyła. Trochę żałuję bo na pewno smak byłby jeszcze lepszy)

Wszystkie składniki należy wymieszać na gładką masę i na czas przygotowania sałatki odstawić do lodówki - żeby sos się przegryzł.


W dzień podania:
Kurczaka wstawiamy na grilla, tak jak opisywałam powyżej. W tym czasie na talerz albo do miski rwij sałatę na dosyć drobne kawałki. Pomidory pokrój w plasterki lub w kostkę, jak ci wygodniej. Dodaj pokrojonego w plastry kurczaka. Posyp grzankami. Polej sosem. Obieraczką do warzyw skrój cieniutkie plasterki sera na sam wierzch.
Proste prawda? Smacznego! 


Co najlepsze - na śmierć zapomniałam o parmezanie, tak byliśmy głodni. Przypomniałam sobie w połowie jedzenia, dlatego nie widać go na poprzednich zdjęciach. Ale zdążyłam zrobić jeszcze jedno zdjęcie :) I powiem szczerze - ser robi robotę. Naprawdę warto.




piątek, 15 lipca 2016

Wiśniowe przetwory Panicza Szczęsnego.


Twórczość Marty Kisiel to dla mnie pewnego typu ewenement. Nie jestem w stanie nawet porównać do jakiegoś konkretnego znanego autora. Najpierw przeczytałam Nomen Omen. Byłam zachwycona. Pomysł, dowcip, fakt, że dzieje się w moim Wrocławiu i mogłam odwiedzić opisane miejsca. Cała intryga tam zawarta. Coś fanatycznego. Później sięgnęłam po Dożywocie. Czuć Ałtorkę. Ten sam styl pisania, ten sam rozbrajająco lekki i zabawny język. Mimo że Dożywocie nie skrywa w sobie żadnych wielkich intryg ni przygód to wciągnęła mnie bardziej niż Nomen Omen. 
Jest to opowieść o perypetiach niejakiego Konrada - pisarza, który ku swemu zdziwieniu otrzymuje w spadku stary dom, zwany Lichotką. Wszystko było by może w porządku, gdyby nie mieszkający w domostwie lokatorzy - zasmarkany Anioł z alergią na własne pióra i bzikiem na punkcie czystości, potwór z otchłani z duzą ilością macek i zamiłowaniem do gotowania, duch młodzieńca żyjącego w czasach romantyzmu, co bardzo odzwierciedla jego charakter, lubiącego robić na drutach i pisać smętne poezje. A, i kilka utopców pchających się wiecznie pod prysznic. 
Nie będzie to książka dla każdego. To nie jest poważne fantasy, Urban fantasy, czy jakkolwiek teraz nazywają te wszystkie nurty. To jest nieznośnie wręcz zabawna pozycja idealna na smutne deszczowe dni - na poprawę humoru. 

- Ładnie, prawda? - przytaknął całkowicie odporny na ironię anioł. - Bardzo przytulnie, apsik. Meble od paru dekad te same, a poszewki na poduszki panicz ciągle nowe haftuje.
- Eee... Panicz...?
- Uhm, panicz. Kiedy walczy z jesienno-zimowo-wiosenną chandrą. Latem robi sobie przerwę.
- Na dobry humor?
- Na konfitury. Z malin, borówek, czasami z wiśni... - Licho westchnęło z rozmarzeniem. - Oj, z wiśni są najlepsze. [...]

Zwróciłam się do Ałtorki o radę, czy Szczęsny robi raczej te wiśnie takie same, czy może miesza smaki - bo tego właśnie bym się po nim spodziewała, i pozwolę sobie zacytować odpowiedź:
Obawiam się, że aż tak nie wnikałam. Osobiście wolę samą wiśnię, za to Szczęsny ogólnie lubi namieszać i nie zna umiaru 😉 

I bardzo mnie to cieszy. Wychodzę z założenia, że zwykłe samotne smaki możemy sobie za 2 zł kupić w każdym sklepie, a i ja przejadłam się zwykłą wiśnia za małego bo babcia tylko takie robiła. Dlatego będziemy dzisiaj zakręceni niczym cała Lichotka i zrobimy trzy smaki dżemorków wiśniowych.

Wiśniowe przetwory Panicza Szczęsnego.

 

Ja robiłam małe porcje, tak na dwa słoiczki, bo tyle akurat miałam wiśni. Jeśli chcecie możecie dowolnie zwiększyć lub zmniejszyć proporcje.

Pikantna wiśnia z czekoladą

 Składniki:
 - 0,5kg wiśni (wydrylowanych - bez pestek)
- 0,5 tabliczki gorzkiej czekolady
- 80 - 100g cukru (jak kto lubi bardziej lub mniej słodkie)
- pół opakowania żel-fixu 3:1 (20gr)
- 0,5 - 1 łyżeczki płatków chilli, pieprzu cayenne, sproszkowanego chilli czy ostrej papryki. Co kto ma i lubi. U mnie pół łyżeczki pieprzu cayenne i szczypta płatków chilli.

Wiśnie i czekoladę włóż do rondelka i podgrzej na średnim ogniu aż czekolada się rozpuści. Dodaj cukier (można po trochę i próbować czy odpowiada) i ostrą przyprawę. Wymieszaj wszytko dokładnie. Dodaj żel-fix i gotuj jeszcze około 3 minut. Dżem przełóż do wyparzonych gorących słoików, zakręć i pasteryzuj w piekarniku nagrzanym do 110 stopni ok 15 minut. Po wyjęciu słoiczki odłóż do góry dnem do wystygnięcia.


Moja propozycja podania: Puszysty omlet (jeśli chcecie przepis - dajcie znać) posmarowany serkiem waniliowym, z kleksami wiśniowo-czekoladowej konfitury. Pyszności.



Wiśnia i agrest z imbirem 


Składniki:
- 0,25 - 0,30g wiśni
- 0,25 - 0,30g agrestu czerwonego (jest słodki)
- 0,5 - 1 łyżeczka sproszkowanego imbiru (ja sypałam na oko, ale sporo)
- pół opakowania żel-fixu 3:1 (20gr)
- 70 - 80 gr cukru 

Owoce włóż do rondelka i blenderem delikatnie je przemiel. Chcemy żeby były kawałki owoców, ale nie w całości. Dodaj resztę składników, i wymieszaj. Zagotuj i od momentu wrzenia potrzymaj na ogniu jeszcze ok. 3 minut. I analogicznie do słoików jak wyżej opisane. 


To jest zdecydowanie mój faworyt. Mogłabym jeść i jeść łyżeczką. Dlatego moją propozycją podania będzie herbata po rosyjsku. Czyli mocny, gorzki napar z czarnej herbaty i dżemik na spodeczku. Można herbatę albo posłodzić dżemem, albo tak jak ja to dzisiaj robiłam: do ust włożyć niewielką ilość dżemu i popić herbatą. Smaki wspaniale mieszają się wprost na języku. Mniam.



Bergamotowa wiśnia z brzoskwinią


Składniki:
- 300gr wiśnie
- 300gr brzoskwini obranej ze skórki i bez pestek. U mnie po prostu ćwiartki.
- pół opakowania żel-fixu 3:1 (20gr)
- pół szklanki mocnego naparu z herbaty  earl grey
- 80 gr cukru

Wiśnie i brzoskwinie przełożyć na sitko i porządnie odsącz z płynów. Za płyn zrobi nam herbata więc owoce muszą być w miarę suche (w sensie nie pływające we własnych sokach). 
Przełóż do rondelka i potraktuj blenderem tak, by przede wszystkim zmielić brzoskwinie. Dodaj napar, cukier i żel-fix. Wszytko wymieszaj, podgrzej, gotuj 3 minuty i do słoików. Wszytko jak wcześniej. To naprawdę dziecinnie proste :)



Ten dżem akurat pasuje mi do wszelkiego rodzaju grzanek. Ja zjadłam sobie na sucharkach bo akurat miałam w domu a nie chciało mi się odpalać piekarnika na grzanki z chleba :)


No i mamy kilka pysznych dżemów na czarną godzinę. Wyznam że to na dobra sprawę mój pierwszy rok robienia przetworów. Szaleję z dżemami i kompotami. W zeszłym roku próbowałam robić z pomarańczy konfiturę ale coś kompletnie skopałam i dałam sobie spokój na jakiś czas. Ale teraz wszystko wychodzi super. eksperymentuję ze smakami. Mam jeszcze truskawkowo-bananowy (MISTRZ do naleśników!) oraz truskawkowo-rabarbarowo-cytrynowy. Was też zachęcam do kombinowania. Jeśli znacie jakieś fajne połączenia smaków - koniecznie dajcie znać. No i zachęcam do sięgnięcia po Dożywocie ;)


wtorek, 12 lipca 2016

Cowabonga! Pizza peperoni- przysmak żółwi ninja.

 
Jest kilka takich kultowych bajek mojego dzieciństwa. Jedną z nich są właśnie Wojownicze Żółwie Ninja.  Pamiętacie tych wariatów pod przewodnictwem wielkiego szczura? Patrząc teraz z perspektywy czasu to była nieźle zakręcona bajka. Sam motyw zmutowanych żółwi które chronią miasto niczym Batman przy pomocy karate... aż mi się kręci w głowie jak teraz o tym myślę.
Każdy kto oglądał żółwie na pewno pamięta jaki był ich przysmak. PIZZA! Pojawiała się praktycznie w każdym odcinku.
Zrobiłam mały reserch wśród znajomych, pytając jaka pizza wg ich pamięci była tą ulubioną pizza czterech zielonych przyjaciół. Wyniki wyglądają mniej więcej tak :
80% dla pizzy pepperoni
10% margarita
10% różne dziwne zestawienia

Oglądałam kilka odcinków kreskówki z '87 i akurat nie trafiłam na pepperoni. Myślę że  to przekonanie wynika z grafik które gdzieś nam się przewinęło albo też z tego powodu, że w większości pizzę jakie by nie były były kreskowe to tak czy inaczej poprzypominały właśnie pizzę pepperoni.



Jeśli natomiast chodzi o kwestie margarity to może robotę robił wiecznie ciągnący się ser na tych pizzach z kreskówki. Zauważyliście? Sera więcej niż ciasta chyba.
A różne dziwne kombinacje są jak najbardziej słuszne, bo żółw Michelangelo lubował się w połączeniach smaków typu... banan i małże z masłem orzechowym...  nie mówmy o tym...

No więc zdecydowałam eis na pepperoni. Nerd lubi pepperoni, ja lubię pepperoni - wszyscy zadowoleni. No to do roboty!

PIZZA PEPPERONI - PRZYSMAK ŻÓŁWI NINJA



Składniki na ciasto:

PRZEDE WSZYSTKIM!!! Idź do Kauflandu (Kauflanda?) i kup mąkę BASIA typ 0 na pizze.  Mąka naprawdę robi różnicę. Oczywiście jeśli masz dostęp do jakiś super mąk z Włoch typu 0 to jasne, bierz. Ważne, by był to typ 0.

Ja zazwyczaj robię z 0,5kg maki, dwie pizze. Jedną jemy od razu a drugą mamy na kolejny dzień do pracy (najczęściej pizza jest u nas w niedzielę). Także podaję składniki na dwie, tudzież na jedna  :)

Dwie średnie pizze:
- 500 gr mąki (plus trochę do podsypania, jeśli ciasto będzie się kleić)
- 300 ml letniej wody
- 25gr drożdży (1/4 duże kostki, albo pół małej)
- łyżeczka soli
- łyżeczka cukru
- chlust oliwy z oliwek

Jedna duża pizza:
- 300 gr mąki
- 180 ml letniej wody
- ok 15-20 gr drożdży
- niecała łyżeczka soli
- niecała łyżeczka cukru
- chlust oliwy z oliwek 



Na wierzch przygotuj sobie po prostu kupioną mozzarellę w wiórkach na pizze (ja użyłam na dwie średnie pizze trzech sporych opakowań sera. Ma być go dużo. Jak chcesz możesz użyć innych serów które lubisz, albo pomieszać kilka dla urozmaicenia smaku. No i jakąś dobra kiełbaskę pepperoni. Ja kupiłam tez już pokrojona w cieniutkie plasterki.


Woda powinna być temperatury ciała. Taka, że jak włożysz palucha to ani ci zimno ani ciepło.  
Wodę wlej do jakiegoś naczynia, ja używam wysokiej miarki. Jest wygodna. Dodaj łyżkę mąki (z tych 500/300 gr odmierzonych), łyżeczkę cukru. Porządnie wymieszaj i wkrusz drożdże. Wymieszaj. Przykryj ściereczką i idź obejrzeć odcinek żółwi ninja. Po tych 20 minutach zaczyn powinien ładnie urosnąć, ew "wykipieć" jeśli masz za niskie/małe naczynie. Spoko. Ważne, że załapało. Jeśli nie, to leć po świeże drożdże, bo najwidoczniej były jakieś zleżałe.

Mąkę wsyp do jakiejś szerokiej miski, tak, żeby ci się dobrze w niej mieszało ciasto. Wlej zaczyn drożdżowy i dodaj chlust oliwy - po prostu przekręć butelkę spokojnym zdecydowanym, ale nie za wolnym ruchem i od razu odwróć z powrotem. Podejrzewam, ze to może być około łyżki oliwy, ale nigdy nie chciało mi się sprawdzać. Po prostu przechylam i robię chlusta.
Drewnianą łyżką wymieszaj ciasto, aż składniki się w miarę połączą, a następnie wyrabiaj ciasto ręcoma, aż będzie ładne gładkie i nie klejące się do rąk. Wymaga to chwili czasu. Podsyp make jeśli po zebraniu wszystkiego z miski ciasto będzie się kleić.
Przykryj ciasto szmatka i odstaw w ciepłe miejsce, żeby sobie rosło. na około godzinę.
PAMIĘTAJ - ciasto drożdżowe nie lubi przeciągów i hałasów.  Zmarznie, obrazi się i nie nie urośnie.



Czas na sos.

- Puszka pomidorów (najlepiej pokrojonych w kawałki)
- Pół czerwonej papryki (jeśli chcesz, możesz wcześniej zblanszowac i ściągnąć skórkę)
- mała cebulka
- ząbek czosnku (opcjonalnie)
- oregano
- sól, pieprz

Do rondelka wlej pomidory, pokrojoną w kostkę paprykę, cebulę pokrojoną w kosteczkę, oraz pokrojony w plasterki czosnek. Gotuj do momentu aż papryka zmięknie. Wszystko zblenduj na gładka masę, przypraw sola pieprzem i oregano do smaku. Odstaw żeby sos przestygł.
Mi zawsze wychodzi dużo sosu, czasem robię z podwójnej porcji. Resztę wkładam do plastikowego pudełeczka i mrożę. Wtedy mam na kolejne pizze i nie muszę się za każdym razem bawić z sosem :) 
Polecam :)



Piekarnik nastaw na 250 stopni. 
Zostaw w środku blaszkę na której będzie się grzać pizza. Blaszka ma się tyż nagrzać. Kiedy piekarnik będzie gotowy, na stole rozłóż sobie papier do pieczenia, mniej więcej wielkości blachy. Posmaruj oliwą z oliwek i rozwałkuj na nim ciasto na pizzę. Nachlap sosem. Porozrzucaj ser. Ułóż pepperoni. I teraz zawołaj kogoś do pomocy.
Otwórzcie piekarnik, za pomocą łapki, szmatki czy czegokolwiek by się nie poparzyć, wysuńcie nagrzana blachę na tyle, żeby położyć tam ciasto, ale żeby nie wypadła. Ostrożnie chwytacie za rogi papieru do pieczenia, ew. ktoś jakąś łopatką jeszcze podtrzymuje ciasto od spodu i przenosicie ciasto z papierem na rozgrzana blachę. Wsuwacie blachę i zamykacie piekarnik. 
Uffff.... udało się.... najgorsze za wami.
Czekacie około 10 minut. Brzegi ciasta maja się  lekko zarumienić, ser ładnie rozpuścić. A sama pizza powinna być w miarę sztywna (to zasługa mąki - jeśli użyjesz innego typu niż 0 ciasto nie będzie sztywne, chyba ze je spalisz....). Wyciągacie pizze również trzymając za rogi - choć nam się zdarzyło, że papier się zerwał i pizza wylądowała kiedyś na podłodze) a najlepiej wspomagając się jakimiś łopatkami, łyżkami czy cuś.



Jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem kamienia do pizzy, totalnie olewasz opcje z blachą bo doskonale wiesz co masz zrobić. A dla reszty wyjaśnienie. Czytałam swego czasu o kamieniu, sposobie jego działania i odkryłam że pizza położona na rozgrzane coś, raz, że pięknie rumieni się od spodu, dwa, ze szybciej się piecze, Tym bardziej, że mamy surowe ciasto, które jest przywalone często spora ilością składników. Więc położenie na rozgrzanej blaszce pizzy to najlepsze co możesz dla siebie zrobić. Na pewno nie skończysz ze zajaranym serem i surowym ciastem, jak to bywa w przypadkach wkładania pizzy z zimna blachą.

No to co. Pizza gotowa! Jeśli korzystasz z przepisu na dwie pizze to teraz zrób sobie drugą, ewentualnie jak już zjesz. O ile będziesz mógł/a się ruszać. :)




poniedziałek, 23 maja 2016

Iguana Bits - Falloutowe szaszłyki z Iguany



Nastał najpiękniejszy czas w roku. CZAS GRILLOWANIA! Więc szukałam czegoś, co pasowało by na ten okres. I nie ma niczego lepszego jak żarło z różnych post apokaliptycznych klimatów. W końcu prądu ni ma, gazu ni ma, trza sobie radzić prymitywnie - nad ogniem. Coś mi zaświstało, że Fallout, że coś tam.  A wiec znalazłam Iguana Bits. Szaszłyki z Iguany które znajdujemy w każdej części gry.

IGUANA BITS

źródło Fallout Wiki




W pierwszej części napotykamy te kęski u Boba Fraizera zwanego też Iguana Bob w the Hub.

źródło Fallout Wiki

Sprzedaje on Zarówno Iguana Bits jak i Iguana-On-A-Sticks. jak się okazuje, towaru na te przysmaki dostarcza mu niejaki doktor Morbid... i nie do końca jest to Iguana... aczkolwiek wyjawienie mrocznego sekretu albo nie rozniosło się daleko, albo na niewielu zrobiło wrażenie bo w Fallout 2 napotykamy następce Boba - Mikey "The Lizard Dealer" Frazier prowadzącego sklepik Son of Bob's Iguana Bits. Chwytliwa nazwa no nie?

źródło Fallout Wiki

Ja zatrzymałam się póki co na Fallout 3 (4 gdzieś tam w kolejce MUST HAVE czeka). Tu Iguana Bits spotykamy już na początku w mieście Megatona.



No to do roboty!

Składniki:
- 300ml Nuca Cola (możesz użyć ewentualnie coca coli... słabiaku...)
- 1½ - 3 łyżki czubate miodu
- 4 łyżki czubate ketchupu
- 2 płaskie łyżki sosu sojowego
- łyżeczka płatków chilli

- Paczka piersi z kurczaka - około 0,5 kg. (hej! Skoro Bob oszukiwał to my tez możemy! Prawda?)

Jeśli chodzi o zawartość miodu - u mnie były to 3 łyżki i na pięć osób jedzących zdania były podzielone tak: 2 osoby - za słodkie, 2 osoby - super! - 1 osoba - wszytko mi jedno. Więc musicie zdać się na swoje gusta. Przy 3 łychach jest mocno słodkie.
To samo tyczy się płatków chilli. Przy tej ilości miodu ostrość została mocno zredukowała i spokojnie mogłam dać jeszcze z łyżeczkę chilli. Ale pewnie przy mniejszej zawartości miodu było by bardziej wyczuwalne.

Kurczaka pokrój w większą kostkę.

Wszystkie składniki marynaty wlej do rondelka i gotuj na średnim ogniu mieszając co jakiś czas, do czasu aż konsystencja będzie miodowo-maziowa. Chcesz, żeby marynata osiadła na kurczaku podczas grillowania a nie z niej spłynęła. Zajmuje to około 20-30 minut. Marynata zredukuje swoją objętość i powinno zostać ok ⅕ tego co na początku.

Po ostygnięciu marynaty zalej nią kurczaka, wymieszaj porządnie i najlepiej wstaw do lodówki na noc. A przynajmniej daj im z pół godzinki.


Przed nabiciem kawałków na patyki nie zapomnij wcześniej ich namoczyć! (patyków! nie kawałków kurczaka!! kurczaka już moczyłeś/aś w marynacie :P) Po prostu włóż patyki do miski z wodą na jakiś czas. Dzięki temu nie spalą się i wytrzymają ogień.

Szaszłyki najlepiej grillować na tackach, masz wtedy większa kontrolę nad stopniem spalenia. Co jakiś czas obracaj szaszłyki, zwróć uwagę czy na pewno wszystkie się upiekły, bo mi się zdarzyły niedopieczone kawałki, choć wyglądało ładnie i musiałam biegać je znów wstawiać na grilla.




OMNOMNOMNOMNOM!

wtorek, 17 maja 2016

Divine Divinity - Pieczeń Wieprzowa


Na początek muszę powiedzieć, że jest w gruncie rzeczy niewiele gier które przeszłam w całości. Chyba, że były króciutkie. Mam tendencje do denerwowania się jak coś mi nie idzie, grania wtedy w inną grę, niby na chwile, żeby odsapnąć. Ale jakoś tak bywa, że nie wracam. Chociażby moje ukochane M&M7... nie zliczę ile razy zaczynałam tę grę. I zawsze jest ten jeden moment gdzie się zatnę i nie mogę przejść dalej. 
No i właśnie Divine Divinity było jedną z tych gier, które przeszłam na jednym tchu. Niby trochę Diablo, ale bardziej RPG. Mamy tu wciągająca historię, trochę bitki, a wszytko w fantastycznym klimacie. Bardzo podoba mi się tez mechanika. Niby wycieramy jedną klasę, ale korzystamy z umiejętności każdej, jeśli taka nasza wola. Jednym słowem szczerze polecam grę.

Jedną z ciekawostek jakie znajdujemy w grze są... przepisy, a jakże!
I własnie dzisiaj chciałam wam zaprezentować jeden z nich. Mięso wyszło naprawdę ciekawe, niecodzienny smak.


Składniki:
- kilogram szynki wieprzowej (albo jakiś inny kawałek, jak kto woli, ja lubię szynkę)
- pół litra cydru
- dwa ząbki czosnku
- oliwa z oliwek
- sól
- pieprz
- jagody jałowca
- liść laurowy



Dzień wcześniej
Mięso natrzyj solą, pieprzem i zmiażdżonym czosnkiem. Włóż mięso do lodówki na noc.


Piekarnik nastaw na 180 stopni.

W dzień podania mięso, przygotuj rękaw do pieczenie, Z mięsa dobrze jest strzepnąć (?) czosnek, żeby nie przypalił się na patelni. Kawałki wrzuć do rękawa. Na patelni rozgrzej oliwę z oliwek i obsmaż mięso ze wszystkich stron, żeby zamknęło pory. Dzięki temu mniej soków wypłynie z mięsa podczas pieczenia i będzie bardziej soczyste.
W garnuszku podgrzej cydr razem z owocami jałowca i liściem laurowym. Zredukuj objętość płynu do połowy mniej więcej.

Do rękawa wkładamy obsmażone mięso, zalewamy zredukowanym cydrem (liść laurowy i jałowiec wrzuć również). Zamknij rękaw, zrób dziurki w worku i włóż do piekarnika. Piecz mniej więcej 1 godzinę 15 minut, aż mięso ładnie się zarumieni



Z soków które puściło mięso można dodatkowo zrobić sos. Ale ostrzegam że nie każdemu będzie smakował. Jest cierpki, kwaskowaty... specyficzny. Uważam, ze skoro i tak by się miało to wszystko wylać, to lepiej spróbować.

W garnuszku rozgrzać trochę masła, dodać  łyżkę mąki mąki, chwile podsmażyć po czym wlać soki z mięsa. Trzepaczką dobrze rozrobić, żeby nie było grudek. Sos będzie gotowy kiedy zgęstnieje. Możesz doprawić do smaku wedle uznania.



Pieczeń podawałam z ugotowanymi ziemniakami... właściwie to z niczym więcej, bo Nerd wziął sobie całość do pracy na kilka dni, żebym nie musiała stać codziennie przy garach :)

Jeśli uda wam się zrobić tę pieczeń, powiedzcie koniecznie jak ją znajdujecie. :)



P.S. Jeśli chcecie wersje expresową - natrzyjcie pieczeń sola i pieprzem, obsmażcie, wszystko do rękawa jak leci i tak pieczcie :)